Jestem za legalizacją marihuany, bo skoro Bóg dał człowiekowi wolność, to niech człowiek ma wolność. Należałoby tylko wprowadzić ograniczenie sprzedaży do specjalnie określonych miejsc, gdzie wstęp byłby od 18 czy 21 lat, zakaz palenia w miejscach publicznych, no i może ograniczenie posiadania tychże liści tylko do określonej, niewielkiej ilości, albo nawet tylko w tych miejscach tudzież “palarniach”, o których w tym zdaniu wspomiałem. Rozwiązania mogą być różne, pewnie doskonalsze od tych zaproponowanych przeze mnie. Chcę zwrócić uwagę na to, jaki cel przyświeca mi w tych obwarowaniach. Chodzi o to, żeby zminimalizować szanse dotarcia tak zwanego siuwaksu (po co mam pisać “marihuany”, skoro to słowo ma tyle synonimów, ile przekleństw ma polski język) do osób, do których nie powinien dotrzeć – czyli do tych, za których myślą jeszcze inni, czyli do dzieci. Myślę, że to, co zastosował wobec nas Bóg, czyli wolną wolę bez ograniczeń, można nazwać liberalizmem liberalizmów. Jednak człowiek żyje w społeczeństwie, które organizuje się tak, by człowiek był nie tylko wolny, ale i bezpieczny. A to w parze nie idzie. Społeczeństwo ogranicza wolność człowieka po to, by zwiększyć bezpieczeństwo jego bliźnich. Jest to pewnego rodzaju umowa społeczna, której brak spowodowałby wysoce negatywne skutki. Wolność bez ogranczeń to brak bezpieczeństwa. Dobro jednostki często stoi w sprzeczności z dobrem ogółu. Zdaje się, że społeczeństwo, by utrzymać porządek społeczny i względne bezpieczeństwo, musi ograniczać ten Boży liberalizm, by prawidłowo funkcjonować. Jednakże, zalegalizowanie giboniwa [marihuany - przyp. autora] na ściśle określonych zasadach uwzględniających cel, o którym była mowa, to rzecz, którą jesteśmy smakoszom bata [marihuany - przyp. autora] winni.
Oczywiście z tezą o zalegalizowanie marihuany się nie zgadzam:) Najbardziej podoba mi się argument, iż pomogło by to chronić dzieci… Wystarczy spojrzeć jak chroni zakaz palenia papierosów:)Co do wolnej woli, to została oczywiście dana człowiekowi, lecz nie dla checy, ale po to by mógł mieć wybór i by zasadne było istnienie piekła i nieba. Oczywiście wszystkim lubiącym ciepłe klimaty i piekielnie dobrą zabawę polecam bacika co wieczór, rano i po każdym posiłku:) Ponadto palenie marihuany, tak samo jak papierosów, prowadzi do nałogu, a co ma nałóg wspólnego z wolną wolą? Odpowiedź na to pytanie niech każdy da sobie sam:) Z punktu widzenia społeczeństwa, państwo zabrania zażywania narkotyków, ponieważ prowadzą one do degradacji ów wyżej wspomnianego, do patologii i do wielu zagrożeń których z powodu dużej liczby nie będę wymieniał, tu każdy może zrobić swoje wyliczenie:)
Nie chce polemizować w kwestii zasadniczej, bo swój pogląd wyraziłem w notce. Chce jedynie zaznaczyć, że (na podstawie wiedzy, jaką posiadam), marihuana w odróżnieniu od papierosów może doprowadzić jedynie do uzależnienia psychicznego, podczas gdy papierosy uzależniają też fizycznie. Poza tym uogólnianie rozważań nad marihuaną do ogólnej nazwy “narkotyki” (jak piszesz: “państwo zabrania zażywania narkotyków”) to uproszczenie, którego chciałbym uniknąć. W swojej notce nigdzie nie użyłem słowa “narkotyki”, bo widzę różnicę między mogącą uzależnić po jednej dawce heroiną a marihuaną. Takie generalizowanie jest dobrym chwytem na poparcie Twojego stanowiska.
Dokąd zmierzasz? Masz problemy z uzależnieniem (diabeł tkwi w szczegółach). Nie jesteś wolnym człowiekiem. Kim jest dla ciebie BÓG?
O jaaaa. Oddychaj.