Syndrom Polski. Paneuropejski podręcznik do historii.

Wspólnotę Europejską, a ściślej – przewodniczących jej Germanów dopadł syndrom Polski, czyli syndrom przeszłości. O tym, że europosłowie zajmują się samymi bzdurami to wiadomo, ale może zabrakło już im spraw typu: doradzenie odpowiedniej instytucji, ile procent tłuszczu powinno być w czymś tam. Zaczerpnęli więc zza Odry o wiele ciekawsze pole do działania, czyli historię. U nas historia ma się dobrze. Dziennikarze np. “Wprost” chyba już nie wychodzą z archiwów. Nie twierdzę, że nie należy zajmować się historią czy badać archiwaliów. Ale to powinni robić historycy a nie dziennikarze i politycy. Ale widać do zawodu historyka ciągnie ich niemiłosiernie. Raczej nie z zamiłowania a z chęci wywołania sensacji i instrumentalnego posługiwania się historią. Nie wiem, jaki mają cel Niemcy w tym, żeby przeforsować taki sam podręcznik do historii dla Unii Europejskiej, ale można się domyślać. “Polskie obozy”, naziści, którzy zmanipulowali naród niemiecki. Oczywiście naziści to według wykładni części (nie wiem jak dużej) Niemców, to ludzie, którym Niemcy nie przypisali narodowości, czyli tacy przybysze niewiadomo skąd. Bo o tym, że istnieją ludzie (narody) bez własnego państwa to wiemy. Ale o tym, że żyją ludzie niemający narodowości… Chyba że tych nazistów jakoś wychodowano, w jakichś miejscach odosobnionych, co sprawiło, że nie mieli narodowości. W różne rzeczy ludzie wierzą, ale ja mogę komuś, kto przyjmuje taką wykładnię, jedynie parsknąć śmiechem w twarz. Po drugie, ktoś i tak by musiał wychodować tych nieunarodowionych nazistów, więc wtedy ten ktoś byłby odpowiedzialny. Więc kto to? Tego nie mówią. Co do tego podręcznika paneuropejskiego – to sprawa jest niełatwa. Po pierwsze, ludzie z każdego kraju uczą się historii powszechnej, czyli najważniejszych wydarzeń w skali świata. Ale uczą się także historii swojego kraju. Polacy uczą się historii Polski, a Hiszpanie historii Hiszpanii. I pod tym względem nie da się napisać podręcznika dla wszystkich. Chyba że składałby się on z kilkudziesięciu tomów opisujących osobno dzieje każdego kraju. Oczywiste jest przecież, że dla Francuzów nie ma sensu uczenia się tego o historii Włoch, czego uczą się Włosi i na odwrót. Nie da się więć stworzyć takiego podręcznika dla wszystkich. Można ewentualnie stworzyć wspólny podręcznik do historii powszechnej, ale dodatkowo będą musiały istnieć podręczniki do historii poszczególnych krajów. Nie jest to może zły pomysł, ale należy się zastanowić, kto miałby zdecydować o zawartości podręcznika. Napewno najgorszy wariant to politycy. To byłby dopiero spektakl, aż nie chce mi się myśleć. Napisaniem takiego podręcznika do historii powszechnej zająć powinna sie komisja złożona z historyków wszystkich krajów unijnych. Fundamentalne znaczenie ma proporcjonalność – z każdego kraju musiałaby być wybrana taka sama liczba ekpertów. Członkowie tej komisji powinni być wybrani przez niezależne od nacisków rządów środowiska naukowe i wtedy możnaby spróbować. Napisanie takiego podręcznika nie byłoby łatwe, ale może udałoby się go stworzyć. Polacy mogliby uzyskać prawdę w podręczniku o spawach dotyczących obozów koncentracyjcyh i Zydów, ale równie dobrze efekt finalny mógłby być taki, że uczniowie (w tym jak najbardziej polscy) uczyliby się, że Polacy są winni holokaustu.

6 Odpowiedzi do “Syndrom Polski. Paneuropejski podręcznik do historii.”


  1. 1 sławek luty 24, 2007 o 8:19 pm

    Sam pomysł tego podręcznika dla mnie jest tak absurdalny, że szkoda komentarza. Byłoby jak w ZSRR – we wszystkich republikach jedna obowiązkowa książka do przedmioty… szczególnie tak podatnego na propagandę jak historia. A panowie z UE może nie wiedzą że “historia nauczycielką życia”.

  2. 2 Franz luty 25, 2007 o 3:41 pm

    A dla mnie to jeszcze nie jest az tak absurdalne… szczerze mowiac, bardziej jako absurdalne, na przekor, okreslilbym ostatnie zdanie komentarzu poprzednika.. popadania ze skrajnosci w skrajnosc..
    ale to tylko takie gadanie, bo kazdy z nas ma wlasna wizje, jak ta ksiazka bedzie zrobiona.. a ze Ci zatuszuja jedno, drugi z kolei uwaza, ze tego sie nie da zatuszowac itd.. wiec to jest dyskuja o tym jak cos MOZE wygladac, a nie jak juz wyglada… wiec ja tam jestem za czekaniem na przedstawienie konkretnego przykladu, a nie skreslaniu czego na starcie na podstawie moich “nocnych snow i przewidywan” :)

  3. 3 hermes luty 25, 2007 o 7:23 pm

    Autor zapomina (a może nie wie), iż pomysł na stworzenie wspólnej wersji historii całej UE nie jest pomysłem nowatorskim, lecz skutecznie już wprowadzonym w życie w krajach “założycieli Europy”. Francja i Niemcy, odwieczni wrogowie borykający się z problemami polityczno-terytorialnymi potrafili dojść do porozumienia odnośnie wizji kanonu nauczania ich poniekąd wspólnej historii, bez podnoszenia niepotrzebnego larum. Przezwyciężyli swoje zatopione w konserwatyzmie przekonania i zawieszając na haku ksenofobiczne zapędy przysiedli do stołu tworząc wspólną wersję podręcznika. Ten zabieg sprawdza się już od kilku dobrych lat i nikt ani wtedy ani nawet teraz, niepotrzebnego larum nad tą niby drażliwą sprawą nie wznosi.
    Zastanawia mnie fakt czy autor rzeczywiście wie do czego i na co taki pomysł w ogóle powstał. Oczywiście idąc tropem “patriotycznych” pobudek można powtórzyć słowa LPR-owskich obrońców polskiej ziemi, że jest to zamach na naszą niezależność, lub analogicznie do słów o. Rydzyka ogłosić żydomasoński zamach stanu, godzący w kościół katolicki.
    Wydaje mi się także, iż wielu z nas zapomina o tym, że nawet nasza polska historia, którą wpaja się nam w szkołach i na uczelniach, przesiąknięta jest subiektywizmem i stawia nas w pozycji od wieków pomiatanego mesjasza narodów Europy. Nasza wersja wydarzeń też nie jest idealna i nigdy też taka nie będzie. Jednakże dla dobra wszystkich państw tworzących dziś jedną Europę, zalecałoby się aby rozpoczęcie dyskursu nad tą kwestią owocowało w przyszłości wolą pojednania i zrozumienia wobec rozłącznej wizji wspólnej (wszak zaprzeczyć się temu nie da) historii.
    Pozbądźmy się tej naszej gruboskórnej postawy pępka wydarzeń ostatniego stulecia i spójrzmy inaczej na losy państw europejskich. Poszukajmy wspólnego mianownika w historii, mogącego przyczynić się do obiektywizacji przesądów i uprzedzeń. Zacznijmy realnie na historii się uczyć. Po to wpajamy młodym umysłom w szkołach pojęcie o przeszłości, by historia przestała nas wreszcie dzielić, a zaczęła nas w końcu łączyć.

  4. 4 impliciteexplicite luty 25, 2007 o 8:10 pm

    Na początku, niech mi komentujący wybaczy, ale muszę napisać, że nazywanie Francji i Niemiec “założycielami Europy” zakrawa na śmieszność.

    Tak się składa, że jako student historii, mam do czynienia z historykami na uniwersytecie. Nikt tam nie uważa Polski za Mesjasza narodów w jakimkolwiek okresie dziejów. Polska literatura naukowa nie przychyla się do poglądów typu: “Polska Winkelriedem narodów!”. To, że taki nurt był w XIX wieku, to fakt, ale dziś już go nie ma. I wcale nie uważam, że polska historia “przesiąknięta jest subiektywizmem”, ani że charakteryzujemy się “gruboskórną postawą pępka wydarzeń ostatniego stulecia”. Pewnie są jakieś marginalne oszołomskie kręgi reprezentujące takie poglądy, ale niewarte są one zbytniej uwagi, a już na pewno nie powinno się na ich podstawie dokonywać uogólnień.

    Komentujący stwierdza:
    “[...] pomysł na stworzenie wspólnej wersji historii całej UE nie jest pomysłem nowatorskim, lecz skutecznie już wprowadzonym w życie w krajach “założycieli Europy”. Francja i Niemcy, odwieczni wrogowie borykający się z problemami polityczno-terytorialnymi potrafili dojść do porozumienia odnośnie wizji kanonu nauczania ich poniekąd wspólnej historii, bez podnoszenia niepotrzebnego larum.”
    Na co ja odpowiadam, że nie widzę tu wspólnej historii Wspólnoty Europejskiej, bo Francja i Niemcy to tylko dwa państwa z dwudziestu siedmiu członków Wspólnoty.

    Na sugestię, czy wiem, po co taki pomysł powstał, odpowiedziałem już w notatce: bo niemieccy politycy spostrzegli, że w Polsce historia jest fajnym zapychaczem i postanowili też spróbować.

  5. 5 sławek luty 26, 2007 o 9:03 am

    Panowie, Panowie!! Historia była jest i będzie narzędziem propagandy, tak jak zresztą jest nim całe publiczne nauczanie. Służy do zakorzenienia patriotyzmu, wyrobienia pewnych postaw, jak również tworzeniu stereotypów. A w dobre intencje to ja przestałem wierzyć w podstawówce… Jeśli ktoś wychodzi z takim pomysłem to zapewniam że jest w tym jakiś interes. I może wyjdę na jakiegoś ksenofoba, ale jeśli z taką propozycją zgłaszają się Niemcy i Francja, to wątpię żeby chodziło o interes wspólny całej naszej kochanej UE:)

  6. 6 salon nowojorski luty 26, 2007 o 4:44 pm

    Troche nie na temat, ale tutaj Twoje zaproszenie do lancuszka, hi hi (mnie tez ktos tak wrobil): http://polonianet.wordpress.com/2007/02/26/blogowy-lancuszek-salon/


Dodaj komentarz