Jako dziecko byłem świadkiem – jak każdy – wielu rozmów na tematy polityczne. Właściwie trudno nazwać te tematy stricte politycznymi – to była zwykle, że tak powiem, “polityczna obyczajówka”. Nie obracałem się na salonach – już bliżej było mi do strzech, ale salony to na tyle niereprezentatywna mniejszość, że to, co słyszałem mogę uznać za najczęstszy sposób postrzegania polityki w Polsce. A zazwyczaj rozmowy sprowadzały się do bezpodstawnych zarzutów, nieustannego kompromitowania polityków, złej analizy wydarzeń, skupiania się na aferach, pomijania pozytywów, obwiniania za wszystko polityków. Szczególnym przypadkiem są kobiety, bo zdecydowana większość pań nie ma zielonego pojęcia o polityce. Nie wierzysz? To spytaj żonę, ciocię, siostrę, babcię, partnerkę np. o to, kto jest marszałkiem Sejmu (lepiej nie Senatu, bo się obrazi już na dobre). Wracając do rozmów przeciętnych Polaków o polityce – nikt nie rozmawia, czy Polska ma być socjalna, czy liberalna, konserwatywna czy liberalna. Nie ma mowy o – jednym słowem – przyszłości. Może i trudno się dziwić, bo żeby mówić o przyszłości, trzeba co nieco wiedzieć o przeszłości i opanować jakieś podstawy do dyskusji politycznej – a w Polsce świadomość historyczna i polityczna jest kulejąca na obie nogi. Jednak nabycie takiej świadomości wymaga pewnego nakładu sił, co jest szczególnie trudne, gdy nie ma się takowych zainteresowań. A mieć ich przecież nie trzeba. Sam nie interesuję się np. giełdą i małe mam o niej pojęcie. Dlatego nie wymagam od każdego interesowania się polityką. Domagam się czego innego – znieśmy powszechne wybory. Prawo wyborcze niech przysługuje tym, którzy zdadzą test sprawdzający niezbędną wiedzę polityczną – choćby taką, co to znaczy “lewica”, a co to znaczy “prawica” – bo tego to raczej sporo ludzi jeszcze nie wie. (Ewentualnie powiedzą, że lewica to Kwaśniewski a prawica to Wałęsa – co nie jest takie oczywiste). W ten sposób decyzje wyborcze Polaków mogą stać się mądrzejsze, bo bardziej świadome. Ponieważ wcale nie jest tak, że im większa frekwencja, tym lepiej. Wysoka frekwencja nie gwarantuje mądrego wyboru. Dobre wybory może gwarantować to, że pójdą zagłosować ludzie mądrzy, a głupi nie. Bo jeśli zagłosuje masa głupców i ludzi niemających pojęcia o polityce, i niech to będzie frekwencja nawet 80 proc., to mimo tak wysokiej frekwencji, wybór będzie pewnie gorszy niż w przypadku, gdyby głosowali tylko mądrzy, znający się na polityce – nawet gdyby miało to obniżyć frekwencję do np. 25%. Wmawia się nam, że frekwencja ma być wysoka. Wałęsa, odsetek obywateli, którzy wzięli udział w ostatnich wyborach, skomentował na gorąco: “Jestem wściekły! (…)”. A dlaczego? Bo ma głosować ślepa masa, którą łatwo jest omamić wynalazkom typu Lepper?
Fajny pomysł, ale potrzebuje zmiany konstytucji, zdaje się wystąpienia z kilku organizacji międzynarodowych (także ze Wspólnot Europejskich chyba…) no i poparcia większości społeczeństwa:)poza tym ma kilka wad (bardzo niska frekwencja wypacza wynik wyborów, test nie koniecznie spowoduje że będą głosować ludzie mądrzy, ile że będą głosować ludzie interesujący się polityką, lub mający interes w polityce)
Ja bym w ogóle zniósł wybory, i Cygana królem bym mianował!
A co! A poważnie to pomysł niezły, chociaż utopijny. Demokracja ma 2,5 tysiaca lat i od początku głosował motłoch. Sokratesowi też się to nie podobało i wiadomo jak skończył…
Tylko, że nie na tym polega demokracja, a lepszego ustroju nie wynaleziono (przynajmniej na gruncie praktycznym).
Uklo.Pozdro.
Ja też uważam, że lepszego ustoju niż demokracja dotychczas nie wynaleziono i nie można zawężać kręgu uprawnionych do głosowania. Każdy dorosły obywatel powinien mieć prawo do własnego wyboru, nawet jeśli się nie interesuje polityką czy nie ma żadnej wiedzy. Jeśli ktoś uważa, że o sprawy państwa najlepiej zadbają narodowcy z NOP-u czy Nowa Lewica Ikonowicza, to powinien móc na nich głosować, niezależnie od tego, co o tym sądzą inni. Każdy dorosły obywatel jest równy wobec prawa i nie należy tego zmieniać. W przeszłości wszelkie próby segregacji ludzi, ograniczania ich praw ze względu na różne kryteria, kończyły się bardzo źle. Wystarczy przypomnieć o apartheidzie w RPA, który z widzenia lepiej wykształconej, zamożniejszej grupy białych był konieczny, żeby postawić państwo na nogi po odejściu Brytyjczyków. Na początku chodziło o dobro kraju i przejęcie władzy przez mądrych liderów, którzy wyprowadzą go z kryzysu. Skończyło się na prześladowaniach i morderstwach.
Demokracja to ustrój jak każdy inny, nie wiem czy lepszy od innych, nie wiem na jakim gruncie powstała taka opinia, bo o tym że jest lepiej niż w czasach wcześniejszych zdecydowało w lwiej części wprowadzenie gospodarki wolnorynkowej, a nie demokracji.
Chciałbym się odnieść do komentarza Koppo na temat RPA – niedługo kraj ten będzie organizował mś w piłce nożnej, radzi sobie całkiem nieźle, choć ma problemy z rasizmem zarówno białej, jak i czarnej ludności… Natomiast spójrzmy na inne kraje afrykańskie, szczodrze obdarowane demokracją i porównajmy do tego obrzydliwego RPA…
Ograniczenia przy wyborach były, są i będą, obecnie sprowadzają się do odpowiedniego wieku, obywatelstwa i miejsca zamieszkania, a kolejne kryterium które proponuje autor tekstu nie wyklucza prawa do głosowania, a jedynie stawia pewien warunek. Jeśli się nie myle coś podobnego miało miejsce w USA, ale tam dodatkowo aby zagłosować potrzebne było jeszcze uiszczenie opłaty (bodajże 10$).
Demokracja jak każdy ustrój ewoluuje, od tej greckiej, po współczesną. Obecna postać jest bardzo liberalna, nie wiem czy najlepsza. Myślę, że w wyborach samorządowych każdy powinien mieć prawo głosu, ale w tych do sejmu i senatu, to już nie jest dla mnie takie oczywiste i propozycja która tu padła jest dość interesująca, ale o tym pisałem już we wcześniejszym komentarzu…
Ten pomysł, to utrudnianie sobie życia. Nie wyobrażam sobie, w jaki sposób chcecie sprawdzić “niezbędną wiedzę polityczną”, testem powszechnym? Ogromnym kosztem czasu jak i pieniędzy. Utopia. Problemem jest próba odpowiedzi na pytanie: Czy pozbawieni wiedzy w jakimś zakresie tematycznym, możemy podejmować wybór dotyczący tego tematu? Oczywiście, że tak. Na tym właśnie polega demokracja (liberalna w szczególności) żeby będąc wolnym móc podejmować decyzje i brać za nie odpowiedzialność. Pewnie waszym problemem jest frustracja obecnym stanem politycznym w kraju, gdzie w znacznej mierze populizm wygrywa nad konkretem
Jak uważasz. Coś we współczesnym człowieku jest gorszego: niewiedza czy ignorancja?
Nie wiem, nie obchodzi mnie to.
Uklo.Pozdro.
raczej niezbyt dobry pomysł
Ja sobie wyobrażam to w praktyce tak, że test obejmuje mniej więcej podstawę programową z wos-u, a osoba chcąca wziąć udział w wyborach podchodzi do niego i uiszcza opłatę administracyjną w wysokości 10 zł (koszty papieru, sprawdzenia, itp.).
Demokracja liberalna rzeczywiście polega na tym co pisze Smulla, ale czy wszyscy chcemy demokracji tak liberalnej? Czy jest ona najlepsza? Nie jestem w stanie udzielić jedynie prawidłowej odpowiedzi na te pytania. Bo przecież możemy podejmować decyzje w kwestiach o których nic nie wiemy, ale czy będą to decyzje trafne?
Wydaje mi się że wybory są traktowane zbyt beztrosko, panuje przekonanie, że jeden głos nic nie zmienia, więc nie przywiązuje się do tego należytej wagi. Czy powinniśmy pozwalać aby lkeceważąco podchodzące do tego masy decydowały o przyszłości?
dla mnie tez to niezbyt trafiony pomysl.. niby dobry, ale jednak niczego nie rozwiaze…
po pierwsze to bym byl jednak za tym zeby leczyc system u podstaw, czyli bardziej przylozyc sie do lekcji wosu, co moze nie pomoglo by zbytnio przy uswiadaomieniu ludzi kto jest aktualnie premierem, ale dobra znajomosc podstaw funkcjonowania podstaw dla mnie juz jest czyms…
po drugie jednak faktycznie cale “piekno” demokracji jednak polega na tym ze dotyczyc wszystkich, a jakby sie pojawil test, to wraz z nim pojawia sie miliony watpliwosci… a np mozna sie rzucac ze zbyt duzo pytan o konkretna partie i od razu wnioski, ze skoro np ja glosuje na LPR to znam super ich program i ludzi, a tu tysiace pytan o ludzie z PiS w agencjach rzadowych ;) poza tym segregowanie ludzi do wyborow chyba juz by calkowicie przekreslilo samo panstwo.
po trzecie wprowadzenie jednego testu moze byc juz bledne, bo czemu nie pojsc dalej? Jak nowy pisal: kazdy zajmuje sie tym co go interesuje, a Slawek potem dodaje ze moze sie zdarzyc ze bedziemy podejmowac decyzje w kwestiach, o ktorych nie mamy pojecia… czyli dochodzimy do tego problemu o ktorym jest artykul i glosowaniu ludzi, ktorzy nie interesuja sie polityka. Zatem moze lepiej od razu wprowadzic glosowanie nad skladem rzadu; zrobi sie kilka testow: jeden dla interesujacych sie polityka zagraniczna, drugich dla tych co lubia gospodarke, trzeci dla pasjonatow sportu, dzieki ich wynikom wybierze sie grupe, ktora wybierze tego swojego konkretnego ministra i mamy rzad! moim zdaniem sytuacja delikatnie mowiac dziwna ;) bo sami ministrowie (np Hausner- pomijajac jego przeszlosc, partie, ale jednak badz co badz byl ministrem gospodarki i decydowal o losach kraju) przyznaja ze nei zawsze “lapia sie” w obecnej sytuacji politycznej, bo nie maja czasu by wszystko sledziec.. a przeciez od nich powinnismy chyba raczej oczekiwac czegos wiecej:> Tylko pytanie zasadnicze wlasnie, czy minister gospodarki ma sie zajmowac polityka, ludzmi, czy gospodarka.. czyli wracamy znowu do punktu wyjscia Nowego i zainteresowan ludzi…
. a jesli juz chodzi o propozycje Slawka i dodatkowa oplate za wybory, to nie zdziwilbym sie jakby juz nawet Ci najwieksi patrioci zrezygnowali.. czemu mam placic za wybory? to tak jak z dowodami i sporem konstytucjonalistow.. Panstwo wymaga oplaty za jego zmiane, ale jednoczesnie narzuca obowiazek jego posiadania, czyli to ono powinno jednak poniesc konsekwencje calego przedsiewziecia.
A to ze wybory sa traktowane beztrosko to dla mnie pewniak i dlatego moim zdaniem pomogla by tu “praca u podstaw”;)
wybory to same nazwiska glownych politykow i tego sie nie zmienie, ale juz wladza to wszechstronnosc
Do Franza:
1. Zgadzam się, że co do samego pomysłu jest sporo wątpliwości, ale również co do samej demokracji mam sporo wątpliwości…
2. Popieram niesienie kaganka oświaty młodzieży:)
3. Test raczej miałby dotyczyć świadomości sposobu funkcjonowania państwa, czyli podstaw prawa konstytucyjnego, a nie znajomości polityków.
4. Sprowadzanie pomysłu do skrajności i absurdu to nie argument. To tak jak ja bym napisał, że skoro liberalna demokracja pozwala głosować każdemu, to czemu nie pozwolić głosować dzieciom, i że taki pomysł byłby bezsensu i dlatego demokracja też jest bezsensu.
5. Opłata różni się od podatku tym, że wzamian otrzymuje się konkretne świadczenie. Tak czy inaczej jakoś trzeba by pokryć koszty ewentualnego testu, musi to zrobić państwo (z naszych podatków), albo my sami, na jedno wyjdzie.