Sayonara Lepper, czyli przyczynek do normalizacji.

Zapytano mnie, jaki widzę sens wyborów; czy są potrzebne. Przeciwko wyborom nic nie miałem. Mało tego, byłem za nimi od jakiegoś czasu. Jedna kwestia była dla mnie decydująca. Twierdziłem, że jeśli wybory przyniosą choćby to, że “Opalony” ze swoją watahą nie wejdzie do parlamentu, to uznam, że dobrze się stało, że były te wybory. I cieszę się. Cieszę się nie dlatego, że ktoś zmądrzał czy coś jak to. Cieszę się, że mordy tej wstrętnej i cynicznej nie będę już oglądał (oby nigdy). Za tym idą inne przyjemności – nie będę oglądał też mord Lyżwińskiego (chyba, że pokażą, że idzie siedzieć, co w przypadku Andrzeja też przeze mnie oczekiwane), Beger, Maksymiuka. Czyż to nie jest jakaś ulga? Cieszmy się drobiazgami. Cześć Lepper.

0 Odpowiedzi do “Sayonara Lepper, czyli przyczynek do normalizacji.”



  1. Nie ma jeszcze komentarzy

Dodaj komentarz