Niania Europejska, co decyzje podejmie za nas.

Zieloni, socjaliści i komuniści podczas debaty w Parlamencie Europejskim twierdzili, że decyzja o rozmieszczeniu w Polsce i Czechach elementów amerykańskiej tarczy antyrakietowej powinna zostać podjęta kolektywnie przez całą Wspólnotę Europejską. Jest to podważenie suwerenności państwa polskiego i kolejny dowód na to, że w zintegrowanej ostatecznie Europie nie będzie miejsca w ogóle na coś takiego, jak suwerenność państwa. Wszystkie decyzje będzie podejmować nomenklatura z I Sekretarzem UE. Przywódca niemieckich chadeków – von Wogau – obawia się, że tarcza nie będzie chronić takich państw Unii jak Włochy, Cypr i Malta i nie można do takiego stanu rzeczy dopuścić. Oczywiście! Polska nie ma prawa prowadzić polityki zagranicznej i wojskowej w swoim interesie! Najpierw dobro Unii, a dobro Polski… Dobro Polski jest złem, bo zakłada partykularny interes tylko jednego regionu neokomunistycznego państwa europejskiego. Tego chcemy. Cieszymy się Schengen, nie widząc jak Unia wysysa z nas resztki suwerenności.

7 Odpowiedzi do “Niania Europejska, co decyzje podejmie za nas.”


  1. 1 slawek luty 1, 2008 o 5:04 pm

    Oczywiście, że tracimy suwerenność, tyle że stopniowo i z własnej woli. Coś mi się o uszy obiło, że jakieś 80% aktów prawnych przewidzianych na następne półrocze do opracowania w sejmie wiąże się z wykonywaniem dyrektyw unijnych.
    Druga strona medalu jest taka, że jeśli chcemy, by inne kraje np. wspierały nas w konfliktach z Rosją, to prędzej czy później musimy się spodziewać rachunku.
    PS: Schengen nie wiąże się bezpośrednio z Unią, można nie być w UE, a być w Schengen.

  2. 2 Belizariusz luty 1, 2008 o 7:24 pm

    Ja wiem, Korwin np. mówi, że chętnie byłby w Schengen a poza Unią. Ja zwracam uwagę na to, że odnotowuje się takie rzeczy jak wejście do strefy Schengen (co dla mnie nie jest wcale takie istotne), a milczy się o rzeczach najważniejszych, jak np. to, o czym napisałem.

  3. 3 slawek luty 3, 2008 o 12:21 pm

    Akurat radość z bycia w strefie Schengen ma swoje uzasadnienie (choć wiążą się z tym pewne mankamenty, co widać na granicy wschodniej). Nie mniej jednak utrata części suwerenności (pytanie, czy można być częściowo suwerennym?) jest faktem niepomiernie ważniejszym i milczenie na ten temat jest zastanawiające. Sęk w tym, że od dawna przemilcza się ważne sprawy, a głównym tematem jest raczej żałoba narodowa po śmierci 20 wojskowych, albo zniszczone przez Ziobrę laptopy…

  4. 4 Belizariusz luty 3, 2008 o 7:13 pm

    Uważam, że śmiało można być częściowo suwerennym i w takiej sytuacji jest Polska od dawna z racji członkostwa np. w Radzie Europy. Częściowa suwerenność polega na tym, że są sprawy, co do których nie możemy wprowadzić wszystkich możliwych rozwiązań, np. sprawa kar – kara śmierci (z racji członkostwa w Radzie Europy). Warto zauważyć, że jest to sytuacja dobrowolna. Państwo zrzeka się części suwerenności dla spodziewanych korzyści. Jest też teoria, że w obecnych czasach nie można mówić już o suwerenności; że żyjemy w okresie postsuwerennym, albo też w okresie, w którym suwerennych państw jest tylko kilka w skali całego świata. Ja jednak myślę, że suwerenność nadal istnieje i to, że niektóre państwa mogą wydawać się niesuwerenne (niektóre oczywiście są nie suwerenne – jak np. Irak), zależy od czynników tymczasowych, które mogą ulec zmianie, np. rodzaj reżimu politycznego, poziom gospodarki.

    Co do laptopów Ziobry, myślę, że w sedno trafił Frasyniuk, mówiąc o tym, że niszczenie laptopów przez Ziobrę to sprawa podobna do niszczenia dokumentów aparatu PRL.

  5. 5 slawek luty 3, 2008 o 8:10 pm

    Hmm… W takim razie trzeba by było określić moment, granicę, po której przekroczeniu kończy się “częściowa suwerenność”, a zaczyna się jej brak. Moim zdaniem mogą być tu decydujące 2 rzeczy, po pierwsze hierarchia aktów prawnych, po drugie dobrowolność uczestnictwa. Co do pierwszej sprawy chodzi mi o to, że w konstytucji jest zapisane iż jest ona najwyższym obowiązującym aktem prawnym, z kolei orzecznictwo ETS stwierdza, iż prawo UE jest nadrzędne wobec prawa krajowego. Co do drugiej sprawy mam konkretnie na myśli możliwość wystąpienia z danej organizacji. Nie wiem jak się kształtuje możliwość wystąpienia ze struktur UE, ale jeżeli było by to niemożliwe, lub w znacznym stopniu utrudnione, to choćby przystąpiono i było się w niej obecnym dobrowolnie, to o suwerenności być mowy nie może.

  6. 6 Belizariusz luty 3, 2008 o 9:49 pm

    Decyzja o wejściu do UE była decyzją suwerenną, która świadczyła właśnie o suwerenności państwa – było ono suwerenne do podjęcia decyzji o przekazaniu części swojej suwerenności organizacji ponadnarodowej. Co do granicy, gdzie kończy się suwerenność, a zaczyna jej brak, myślę, że nie należy konstruować skomplikowanych teorii. Po prostu, wyróżniam:
    1)państwo w pełni suwerenne
    2)państwo częściowo suwerenne (nie w pełni suwerenne)
    3)państwo niesuwerenne.
    Jak widać, “częściowo” czy “nie w pełni” może robić dużą różnicę, ale nie widzę potrzeby teoretycznego doprecyzowywania tych ram.
    Też nie wiem, jak wygląda kwestia wystąpienia z UE, ale brak możliwości wystąpienia z UE wydawałby się przynajmniej na dziś dzień śmieszny. Skoro od członków UE wymagałoby się kategorycznie trwania w tej organizacji, to UE musiałaby dysponować aparatem przymusu (czytaj: siłami zbrojnymi), żeby najechać ewentualnych “renegatów” lub chociaż zniechęcić ich do odłączenia się za jego pomocą. Dopóki UE nie ma sił zbrojnych, może “renegatom” przysyłać jedynie jakieś śmieszne apele, że “nie wolno!!”. Poza tym, może przestać z nimi handlować, utrzymywać stosunki dyplomatyczne – chociaż ciekawe jakby to wyglądało: czy tylko jako UE, czy każde państwo członkowskie z osobna; raczej idzie ku zlikwidowaniu odrębności państwowej, więc należałoby założyć, że jest tylko UE i nic poza tym (czyli nie ma poszczególnych państw, prowadzących pozaunijną politykę zagraniczną).
    Konkludując, póki UE nie ma wojska, nie ważne jest jej prawo. Aby “wyjść” z UE wystarczy bierny opór – traktowanie UE jak powietrza: europosłowie przyjeżdżają do Polski, polscy urzędnicy też, Polska ogłasza, że nie uważa się dalej za członka UE, przerywa wszystkie wspólne działania i koniec. Mając jednak na uwadze te ewentualne embarga i zerwanie stosunków dyplomatycznych, “renegat” skazuje się raczej na wyobcowanie z Europy, nie licząc oczywiście np. Ukrainy, Białorusi, Norwegii, Islandii, Szwajcarii, Rosji. Niby bezpieczeństwo zagwarantowane, bo NATO, więc jest to raczej kwestia gospodarki. Ja nie mam nic przeciwko handlowi z Rosją:).

  7. 7 slawek luty 4, 2008 o 11:50 am

    Decyzja o przyłączeniu się do Wspólnot Europejskich, jak i podpisanie traktatu reformacyjnego były decyzjami jak najbardziej suwerennymi, tak jak będzie taką decyzja o rezygnacji z suwerenności (suweren, jako dysponent suwerenności może z nią zrobić co tylko mu się podoba).
    Co do wyznaczenia granicy między państwem częściowo suwerennym a niesuwerennym uważam to za ważną kwestię, szczególnie, że całkowita suwerenność to raczej idealizacyjny model (jak sam wcześniej zauważyłeś). Myślę, że teoria którą przedstawiłem, nie jest skomplikowana, jest wręcz banalnie prosta, odnosi się jedynie do obowiązującego prawa i dobrowolności uczestnictwa. To co piszesz o możliwości wystąpienia, odnosi się do stanu faktycznego, a mi chodzi o to jaki jest stan prawny. Oczywiście metodą faktów dokonanych można opuścić UE, jak słusznie zauważyłeś, póki nie posiada sił zbrojnych, co więcej, nawet posiadanie ich nie będzie oznaczało, że jest to nie możliwe (przypadek Tajwanu, czy Kosowa). Ale takie działanie, będzie się raczej wiązało z odzyskaniem suwerenności, a nie jej wykonywaniem.


Dodaj komentarz