Pół roku temu swoje pięć minut w mediach miał, powstały pod egidą Centrum Konserwatywnego, portal „Polska XXI”. Jego twórcy: Kazimierz Michał Ujazdowski (redaktor naczelny), Jan Rokita, Rafał Dutkiewicz i Rafał Matyja utrzymywali, że celem ich jest stworzenie internetowego centrum konserwatywnej myśli politycznej, swego rodzaju forum wymiany myśli w debacie publicznej. Wydawało się tylko kwestią czasu, kiedy inicjatywa zacznie się rozszerzać. Jednak dość szybko portal dotknięty został przez, raczej nieoczekiwany, impas. Jak się okazało, była to cisza przed burzą.
27 września br. powołany został Ruch Obywatelski Polska XXI, utworzony przez twórców portalu (oprócz Rokity) oraz stowarzyszenia regionalne: „Dolny Śląsk XXI”, „Koszalińsko-Kołobrzeskie XXI”, „Lubelskie XXI”, „Małopolska XXI”, „Mazowsze XXI”, , „Pomorze XXI”, „Śląsk XXI”, „Ziemia Łódzka XXI” oraz stowarzyszenie „Młodzi XXI”. Prezesem Rady Ruchu został prezydent Wrocławia, Rafał Dutkiewicz. Ideologię RO Polska XXI wyrażać ma deklaracja „Nowe państwo Polaków”. Zapowiada on udział w najbliższych wyborach samorządowych, nie wyklucza też wysunięcia swojego kandydata na stanowisko Prezydenta RP. Mówi się, że o urząd ten ubiegać się będzie być może Dutkiewicz. Jednak póki co, założyciele Polski XXI robią wiele, by nie była ona kojarzona z partią polityczną.
Deklaracja Ruchu nawiązuje do idei konserwatywnych. Podkreśla się w niej dorobek cywilizacji łacińskiej i rolę chrześcijaństwa. Dokument postuluje silną władzę polityczną o ograniczonym polu działania. Podnosi się w nim również kwestię nowej konstytucji, opowiadając się za systemem prezydenckim. Zmian systemu politycznego członkowie Ruchu chcą też w parlamencie – postulują elitarny charakter Senatu, postulują wprowadzenie większościowego systemu wyborczego. Mocno akcentuje się w Deklaracji ideę decentralizacji i zasadę pomocniczości, a przede wszystkim potrzebę budowy solidarnego społeczeństwa obywatelskiego. Dokument ten mówi też o „nowoczesnym patriotyzmie”, który obok zwracania uwagi na symbole, realizowany ma być też w praktyce. Głównym celem „Polski XXI” ma być modernizacja kraju i skierowanie go na drogę mocnego rozwoju.
Co by nie mówić, deklaracja ta jest dość dużego kalibru. Nie jest ona programem – ten ma być zbudowany w efekcie szerokiej debaty – a jednak sporo miejsca poświęcono w niej kwestiom dość szczegółowym. Zabrakło natomiast odniesień do wielu palących kwestii, jak choćby reforma służby zdrowia. W zamian za to mamy sporo o zmianie systemu politycznego. Czy ma to sens? Na tym etapie raczej nie. Żeby tak śmiało mówić (co innego myśleć) o systemie prezydenckim, trzeba mieć swoich ludzi przy przyciskach do głosowania. Czy PiS nie szło do wyborów w 2005 roku z identycznym hasłem? Szumne projekty zmiany konstytucji spaliły na panewce, bo zabrakło właśnie głosów. A przecież PiS wygrało wybory, czego środowisku „Polski XXI”, mimo że źle mu nie życzę, nie przepowiadam. Po schowaniu między bajki snu o zmianie konstytucji, nadal zostaje w tym ruchu duży potencjał. Czy na scenie politycznej jest dla nich miejsce? Polacy są skłonni głosować na centroprawicę, a gdzie dwóch się bije… Problemem może być to, że podobne idee już były głoszone i nic z tego nie wynikło. Nie mam tu nawet na myśli, przypominającej XIX-wieczną pracę organiczną i pracę u podstaw, idei niby to „nowoczesnego patriotyzmu”. Chodzi o idee, które pamiętamy z poprzednich kampanii wyborczych i, w przeciwieństwie do naszych reprezentantów w Sejmie, nie zapomnieliśmy o nich w dniu wyborów. Problemem jest więc zdobycie zaufania wyborców, notorycznie oszukiwanych przez coraz to nowych „cudotwórców”, opierających swe rządy na fetyszach. Na kogoś jednak wyborcy zagłosują, a jeśli nie sprawdzili się jedni, nie sprawdzają się drudzy, to jest szansa dla trzecich. Szansa, która może jednak zostać niewykorzystana, jeśli RO Polska XXI otworzy swe szeregi dla tych polityków, którzy szwendają się po scenie politycznej od lat, przybierając podczas swej „kariery” różne barwy, jak KLD, UW, PC, AWS, PiS, PO itd., a którym to reprezentantom wyborcy już serdecznie dziękują. Znacznie lepsza może się okazać próba stworzenia „świeżego” produktu politycznego.
Aby Polska XXI odniosła sukces wyborczy – w jakichkolwiek wyborach – musi też stanąć w szranki do walki marketingowej oraz wyjść do ludzi. Internet to potężne medium, lecz, po pierwsze – nie każdy, kto z niego korzysta, spędza czas akurat na kształtowaniu swoich poglądów politycznych; po drugie – ludzie odwiedzający strony internetowe, będące organami jakichś środowisk politycznych (a taką stroną jest portal „Polska XXI”) najczęściej należą do już przekonanych. Jeżeli Ruch potraktuje sprawę poważnie i pozyska środki na kampanie wyborcze, ma szansę odnieść sukces.
Między miałkie pseudo-suwerenistyczne socjal-neokonserwatywne bagno spod znaku PiS, a miałkie pseudo-liberalne proeuropejskie neokonserwatywne bagno spod znaku PO wciska się ROP XXI – niedookreślone miałkie neokonserwatywne bagno. Niby coś nowego, ale smrodek ten sam. Dzisiaj w Polsce poparcie dla tego rodzaju partii to łącznie około 70 – 75 %, więc i dla ROP-nia się znajdzie nieco elektoratu. Głównie wśród zniechęconych do Kaczyńskich, a jednocześnie zawiedzionych Tuskiem (dla których jest mniejszym złem).
Powiedzcie Panowie i Panie kto mógłby być w Polsce konserwatystą, oraz jeszcze: wartości konserwatywne z jakimi interesami idą w parze? Wszystko opiera się o posiadanie fabryk, handlu, ziemi. Nie ma u nas warstwy posiadającej, chyba że mówić o tych co posiadają mieszkanie lub kilka mieszkań na wynajem, ale z tego nie uzbiera się większa grupa osób niezależnych od państwa i nie potrzebujące rządu do swego istnienia. Tylko taka grupa mogłaby wygenerować jakąś nową, niezależną od obecnej polityki, rację stanu oraz jakiś nowy wzór polityk, w której nie wszystkie posunięcia muszą się bilansować. Zgodnie z maksymą, „ja Tobie to, a ty mi tamto” – jak na jakimś targu. Wszyscy inni potrzebują albo by im państwo dawało zasiłki albo by im podatku za dużo nie zabierać. Obie grupy w zamian zgadzają się na utratę niezależności i kontrolę państwa. I tak to się już dzieje, że nie ma w Polsce ludzi, którzy poszli by pod prąd i zadarli z rządem ponosząc tego koszty. A te koszty mogą bardzo poważnie utrudnić życie: bo to byłyby większe podatków, braku zasiłków, więcej kontroli urzędniczej i troskliwej obserwacji, która pozbawi klientów, czy też sterowane przecieki do pracy z prowadzonych postępowań urzędniczych, policyjnych, czy sądowych, itd. Z tego się łatwo nie wychodzi i patrząc na przykład Romana Kluski, czasem już lepiej oddać cały ten nagromadzony dobrobyt i zająć się wypasem owiec niż iść na udry z naszymi politykami i aparatem rządzenia. Oczywiście różni pomazańcy boży się porywają, ale zaraz to o nich słuch gnie, a to w Anglii przepadną, a to w Stanach trochę pobędą i tyle o nich. Dlatego wszyscy siedzimy sobie spokojnie w Polsce i się nie wychylamy, każdy chce jakoś tam przeżyć w naszym małym bagienku. I to nic nowego, bo już w Starożytnej Grecji wiedziano, że nie ma wolność bez odpowiednich zasobów materialnych.
Zachęcam do odwiedzin. Bibliofil znów nadaje, jeszcze przez chwilę z ziemi Angielskiej, ale później już z ojczyzny, gdzie tyle czeka nas pracy u podstaw aż nam znów najświętsza Rzeczpospolita powstanie.
http://bibliofilpostmortem.wordpress.com
Powiedzcie Panowie i Panie kto mógłby być w Polsce konserwatystą, oraz jeszcze: wartości konserwatywne z jakimi interesami idą w parze? Wszystko opiera się o posiadanie fabryk, handlu, ziemi. Nie ma u nas warstwy posiadającej, chyba że mówić o tych co posiadają mieszkanie lub kilka mieszkań na wynajem, ale z tego nie uzbiera się większa grupa osób niezależnych od państwa i nie potrzebujące rządu do swego istnienia. Tylko taka grupa mogłaby wygenerować jakąś nową niezależną od obecnej polityki rację stanu oraz jakiś nowy wzór polityki, w której nie wszystkie posunięcia musiałyby się natychmiast bilansować. Zgodnie z maksymą, „ja Tobie to, a ty mi tamto” – jak na jakimś targu. Wszyscy inni potrzebują albo by im państwo dawało zasiłki albo by im podatku za dużo nie zabierać. Obie grupy tych co nic nie mają i tych mających trochę w zamian za protekcję państwa zgadzają się na utratę niezależności i kontrolę państwa. I tak to się już dzieje, że nie ma w Polsce ludzi, którzy poszliby pod prąd i zadarli z rządem ponosząc tego koszty. A te koszty mogą bardzo poważnie utrudnić życie: bo to byłyby większe podatki, brak zasiłku i finansowania ze strony państwa i sektora prywatnego który nie pomaga tym na bakier z urzędami, więcej kontroli urzędniczych i troskliwej obserwacji, która zniechęci klientów, czy też sterowane przecieki do prasy z prowadzonych postępowań urzędniczych, policyjnych, czy sądowych, itd. Z tego się łatwo nie wychodzi i patrząc na przykład Romana Kluski, czasem już lepiej oddać cały ten nagromadzony dobrobyt i zająć się wypasem owiec niż iść na udry z naszymi politykami i aparatem rządzenia. Oczywiście różni pomazańcy boży się porywają, ale zaraz to o nich słuch gnie, a to w Anglii przepadną, a to w Stanach trochę pobędą i tyle po nich. Dlatego wszyscy siedzimy sobie spokojnie w Polsce i się nie wychylamy, każdy chce jakoś tam przeżyć w naszym małym bagienku. I to nic nowego, bo już w Starożytnej Grecji wiedziano, że nie ma wolność bez odpowiednich zasobów materialnych.
Zachęcam do odwiedzin. Bibliofil znów nadaje, jeszcze przez chwilę z ziemi Angielskiej, ale później już z ojczyzny, gdzie tyle czeka nas pracy u podstaw aż nam znów najświętsza Rzeczpospolita powstanie.
http://bibliofilpostmortem.wordpress.com