Kościół i polityka

Moja parafia zaangażowała się ostatnio w politykę. Najpierw było to włączenie się w akcję Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej o Zmianie Ustawy z dnia 6 czerwca 1997 r. – Kodeks karny (Dz. U. Nr 88, poz. 553, z późn. zm.), znanego też pod poręczniejszą nazwą „Contrainvitro”, a teraz w kościele można było złożyć podpis pod obywatelską inicjatywą ustawodawcza, której celem jest ustanowienie święta Trzech Króli dniem wolnym od pracy. Kazań „politycznych” nie było. Liturgia swoją drogą, a polityka swoją.

Kościół „wtrącać” i „mieszać” się w politykę powinien. Wszystko jest polityczne, szczególnie w dzisiejszym świecie, zdominowanym przez omnipotentne państwo. Nie słyszałem głosów sprzeciwu wobec różnorakich, istniejących lobby. Dlaczego więc Kościołowi odmawia się prawa wywierania nacisków na państwo, po to, aby to państwo, regulujące zbyt wiele spraw, działało w jak największej zgodzie z jego nauką? Zupełnie mylne jest przekonanie, że Kościół powinien trzymać się od polityki z daleka. Więcej nawet, to jest niedorzeczne. Tak samo, jak niedorzeczna jest postawa klerka. Od polityki uciec się nie da. Wszystko jest polityczne. To, co prywatne, jest polityczne – jak mówią feministki i mają rację. Odbierając Kościołowi prawa głosu w kwestiach politycznych, ogranicza się go do sfery „nie z tego świata”. A Kościół jest z tego świata. Jest tu i teraz. Kościół to katolicy, którzy podobno w Polsce stanowią ponad 90 % społeczeństwa. Kościołowi nie może być obojętne, jakie jest prawo stanowione. I nie jest mu to obojętne, stąd katolicka nauka społeczna. W dodatku duchowni z reguły stosują się do cokolwiek kościelnej zasady niepopierania konkretnego ugrupowania politycznego i tak też powinno być.

Oczywiście z chęcią podpisałem się rękami i nogami pod inicjatywą przywrócenia Trzech Króli w poczet dni wolnych od pracy. Dlaczego w trzecie co do wagi święto kościelne mam kombinować jak się da, żeby zdołać znaleźć się na Mszy świętej? Zajęć nie kończę, jak się zwykle kończy pracę, czyli o 15, więc tym bardziej mi się to wszystko nie widzi. Argumenty, że Polskę nie stać na „kolejny dzień wolny od pracy” zachowajmy jako pamiątkę głupoty. Jeśli rzeczywiście Polska nie dałaby rady przetrwać, gdyby 6 stycznia z fabrycznych kominów nie poleciał dym, w szkołach nie zadzwonił dzwonek, a do przychodni nie przyszedłby spóźniony o godzinę, zaspany pan doktor, jest inne, jakże banalne rozwiązanie. Po prostu, kosztem jakiegoś wolnego dnia, ustanowić dniem wolnym 6 stycznia, bo ten dzień wolny od pracy być powinien.

A „in vitro”? Kościół jest, jak wiadomo, przeciwny hodowli człowieka, który czeka przed narodzinami w laboratoriach-poczekalniach, jedynych swoistych żłobkach, w których na darmo nasłuchiwać płaczu. Kościół jest contra „in vitro”. Nie może zgodzić się na hodowlę ludzi, tak jak w „Matrixie”. Demokratyczny styl myślenia, nakierowany na „dziś!”, „teraz!”, „natychmiast!” nie zauważa możliwych konsekwencji. Pokusy ulepszania człowieka przez naukowców mogą doprowadzić do wykształcenia się, jakby to nazwać, osobnej rasy, „superczłowieka”. W pewnym momencie decyzja na normalne zapłodnienie i urodzenie dziecka będzie być może oznaczać „skazanie” go na mniejszą odporność na choroby, mniejszą sprawność fizyczną, krótsze życie, mniej korzystny wygląd,… Miał być homo sovieticus, teraz ma być homo invitrus. Człowiek tymczasem ma być homo, hominis.

4 Odpowiedzi do “Kościół i polityka”


  1. 1 baran kwiecień 13, 2009 o 11:06 am

    W tym wszystkim trzeba znaleźć złoty środek. Kościół powinien mieć prawo wywierania nacisków na państwo, ale powinien z niego mądrze korzystać. A z tym już problem. Nie może być tak, jak podczas wyborów w 2005, że księża zachęcają by głosować “prawie i sprawiedliwie.” Kościół nie może zapominać, co jest jego głównym zadaniem. Ostatecznie Pismo mówi: <>.

  2. 2 baran kwiecień 13, 2009 o 11:07 am

    “Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga”

  3. 3 slawek kwiecień 15, 2009 o 5:17 pm

    Zgadzam się z autorem wpisu i wręcz chciałem zaniechać komentowania, bo co tu dodawać, ale z pomocną dłonią pośpieszył mi komentator:)
    Więc przede wszystkim coś takiego jak złoty środek nie istnieje. W tym wypadku, w konkretnej sytuacji ktoś powie, że Kościół robi za dużo, ktoś inny, że za mało, a zawsze będzie to subiektywna ocena.
    Co do cytatu to warto go przytoczyć w całości, aby wiedzieć co jest w Piśmie Świętym napisane:
    “Wtedy faryzeusze odeszli i naradzali się, jak by Go podchwycić w mowie. Posłali więc do Niego uczniów razem ze zwolennikami Heroda, aby Mu powiedzieli: „Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i drogi Bożej w prawdzie nauczasz. Na nikim Ci nie zależy, bo nie oglądasz się na osobę ludzką. Powiedz nam więc, jak Ci się zdaje? Czy wolno płacić podatek cezarowi, czy nie?”.
    Jezus przejrzał ich przewrotności i rzekł: „Czemu Mnie kusicie, obłudnicy? Pokażcie Mi monetę podatkową!”. Przynieśli mu denara.
    On ich zapytał: „Czyj jest ten obraz i napis?”. Odpowiedzieli: „Cezara”. Wówczas rzekł do nich: „Oddajcie więc cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga”. Gdy to usłyszeli, zmieszali się i zostawiwszy Go, odeszli.”
    (Mt 22, 15-22)
    Natomiast co do meritum – nie uważam, aby ksiądz nie mógł wezwać do głosowania na konkretną partię, a to dlatego, że za daną partią stoi konkretny program który ona prezentuje. Jeżeli w wyniku dojścia do władzy pewnych sił grozi liberalizacja prawa dotyczącego aborcji, zapłodnienia in vitro, eutanazji, statusu homosiów itp. to wręcz obowiązkiem katolika, a w szczególności duszpasterza jest przeciwstawienie się im.
    Kościół, tak jak i każda inna organizacja, może wskazywać co jest, a co nie jest zbieżne z jego nauką, kto pozostaje, a kto nie pozostaje w zgodzie z jego zasadami. Powinien to robić jak najczęściej. Przez tysiące lat pełnił taką rolę i nie rozumiem dlaczego teraz miałby się z niej wycofywać. A, że w czasach miękkiego totalitaryzmu wiąże się to ze zbieraniem podpisów pod projektem ustawy, czy popieraniem konkretnej partii… co poradzić?

  4. 4 Belizariusz kwiecień 15, 2009 o 9:57 pm

    Również ostrożnie zapatruję się na ideologię złotego środka. Niech Baran zwróci uwagę na inny cytat z Pisma: “Niech wasza mowa będzie: “tak”, “tak”, “nie”, “nie”". Jednak obstaję przy zasadzie, by Kościół nie popierał konkretnej partii. Niech Kościół lansuje idee polityczne zgodne z jego nauką, a demos niech słucha i niech głosuje na partie najbliższe tym ideom.


Dodaj komentarz