Ostatni mój post zatytułowałem “Zostańmy w domu, Panie Prezydencie”. Jak się okazało, słowa te zmaterializowały się niestety zbyt dosłownie. Polacy, w każdym razie duża ich część, oddali Prezydentowi i reszcie zmarłych niewyobrażalny i przerastający wszelkie moje oczekiwania hołd. Mam nadzieję, że był on autentyczny i wynikał z prawych pobudek. Co by nie mówić, było to zjawisko wielce spektakularne. Trzeba pamiętać, że śmierć Prezydenta i pozostałych osób nie jest bezsensowna. Dzięki niej o Katyniu można mówić już tylko prawdę. Nie przejdą już apele, jak ten francuskich komunistów do Federacji Rosyjskiej o zbadanie, czy to Rosjanie są sprawcami mordu polskiej inteligencji w 1940 roku. Nie przejdzie już żadna komisja Dumy Państwowej, badająca, kto stoi za tą zbrodnią. Zawdzięczamy to ofierze tragicznie zmarłych 10 kwietnia 2010 roku.
Mam nadzieję, że tragedia ta przyniesie też zgodę polsko-rosyjską i będzie zaczynem jaśniejszej ery w stosunkach między Rzeczpospolitą a Federacją. Polacy mają jeszcze dwie, wychodzące z jednego pnia, nadzieje. Pierwsza jest nadzieją na jedność wśród społeczeństwa, druga na zgodę wśród polityków. Druga wynika z niezrozumienia demokracji, w której propaganda i rywalizacja polityczna wręcz implikują prawdziwe i sztuczne walki “na całego”. Kluczem nie jest zmiana postaw ludzi, a zmiana systemu rządów. Jeśli nie chcemy obrzydliwej walki, wcielmy w życie ideę rządów monarchicznych. Rządzący nie będzie musiał uprawiać tego rodzaju propagandy i walki, co politycy. O ile na tym polu się zbytnio nie dziwię “opinii publicznej”, bo wiem, że to brak logicznego oglądu rzeczywistości podsuwa jej te oczekiwania, to nadzieja na jedność wśród Polaków jest dość irytująca. Wynika to stąd, że Polacy jako naród nie są, według mnie, szczególnie źle nastawieni wobec swoich rodaków. Natomiast nadzieje na zgodę narodową są niemal rozpaczliwe, jak byśmy sobie na każdym rogu przegryzali gardła, jakbyśmy toczyli wojny domowe, niczym w jakimś kraju na Czarnym Lądzie. W powyższym kontekście, debaty nad tym, czy “coś z tej tragedii zostanie”, są jakieś przerysowane. Bo Polacy zawsze muszą wmówić sobie przywary, a że z nieautentycznymi wadami zmagać się niepodobna, koło się zamyka. Lepsze jest wrogiem dobrego, co wspominając na marginesie, pokazała decyzja, która podzieliła w tym tygodniu nasz naród.
Na koniec moich refleksji chciałbym stwierdzić, że Prezydent Kaczyński oraz inni uczestnicy owej feralnej delegacji, którzy walczyli o prawdę historyczną, doczekali się jej. Mimo, że ich życia zostały nagle przerwane, ich sprawa znalazła finał, który by ich na pewno usatysfakcjonował. Zadaniem narodu polskiego jest dbanie o to, żeby zwycięstwo to nie okazało się zbyt Pyrrusowe.
Per aspera ad astra.
0 Odpowiedzi do “Refleksje po okresie refleksyjnym”