Archiwum kategorii 'blog'

Co w życiu gorsze

Niektórzy mogą sądzić, że w życiu jest zbyt wiele niewiadomych; że na zbyt wiele pytań nie zna się odpowiedzi; że przytłacza makrokosmos; że ograniczoność człowieka czyni zeń uczestnika komedii, której scenariusz nie jest mu znany. Możliwe, że mają rację. Jednak, czy nie ma czegoś gorszego na świecie niż te niewiadome? Myślę, że jest. Myślę, że gorsze są te wiadome; to, z czego zdajemy sobie dokładnie sprawę; to, czego przyczynę dokładnie znamy; to, co rozumiemy, a na co wpływu nie mieliśmy, albo mieliśmy; to, co aż nadto oczywiste, widoczne, że aż razi blaskiem, którego chciałoby się uniknąć, mrużąc oczy.

Cenzura Eronetu

Kiedyś w Internecie było OK, dziś nie za bardzo. Kiedyś Internet był bardziej wartościowy, to na pewno. Nie było tyle bzdur, to pewne. Ale już mi nawet nie chodzi o te bzdury typu “Ile zarabia ktoś tam” (nie napisze nazwiska, bo by jeszcze poprzez Google trafili tu ci, co nie chcą tu trafić). Chodzi mi głównie o erotykę. Kiedyś, jak ktoś chciał znaleźć w sieci erotykę czy pornografię, nie było problemu. Jaka jest więc różnica w porównaniu z dzisiaj, kiedy znalezienie stron porno nadal nie jest trudne? Główna różnica jest taka, że dzisiaj na erotykę trafia się w Internecie na każdym kroku, nawet szukając informacji o pogodzie. To jest zasadnicza różnica. Dziś najpopularniejsze portale internetowe emanują erotyką i seksem. Uważam, że właśnie jesteśmy świadkami zdominowania ogólnych najbardziej popularnych portali przez tematy erotyki i seksu. Temat: Gwiazda (znowu nie pisze, kto, j.w.) ma supermegawystrzałowo duże genitalia – kiedyś nie do spotkania na ogólnym portalu, dziś Interia pisze, rano o genitaliach piosenkarza, wieczorem o przyrodzeniu piłkarza. To tylko taki przykład, bo tematyka jest oczywiście nieco szersza. Na tych portalach pisze się również “poradniki” dla par. Wszystko ma sprawiać wrażenie, że ten, kto by nie przeczytał, straciłby niepowtarzalną możliwość zgłębienia tajemnej wiedzy. A więc nie wypada nie skorzystać. Czy cenzura w Internecie jest wskazana? Myślę, że tak. Cenzura obyczajowa, niekrępująca wolności słowa, a krępująca zniewalanie wolności ludzkiej. Wolnościowiec powie: “To zamach na wolność”. Ja, też z resztą wolnościowiec, powiem: “To obrona wolności myśli przed praniem mózgu”.

Aborcja, zmiana dyskursu; Jurek nie-radykał, a lewica-obłudnica!

Jak napisałem już w kiedyś, nie widzę żadnych powodów, by nazywać Marka Jurka radykałem. Ostatnio, przy okazji wyborów uzupełniających do Senatu, w których kandyduje Jurek, zaczęło się znów trochę o nim mówić i zapraszać go do mediów. W programie, który oglądałem, bardzo pochlebnie o Jurku wypowiedział się Stefan Niesiołowski. Etykietę radykała przypiął Jurkowi Ryszard Kalisz. No i znowu powtarza się moje pytanie ze wspomnianego wyżej tekstu: Dlaczego, do diabła, Jurek to radykał?! Kłamstwo powtarzane sto razy… Chyba na tym jedzie ta bezobyczajowa liberalna obyczajówka. Powtarzam to, co już napisałem – skoro w Polsce, kraju katolickim, uważa się człowieka, który jest za ochroną życia i ma w tej kwestii zdanie nieodbiegające od nauki Kościoła, za radykała… To jest coś nie tak! Dlatego, myślę, że to jest raczej wmawianie społeczeństwu przez te środowiska bezobyczajowej liberalnej obyczajówki, że Jurek to radykał. A z niego taki radykał, jak ze mnie ornitolog. Czyli nie jest z niego radykał.

Absurdem jest postawa lewicy w kwestii aborcji. Lewica – altruiści, bezinteresowny kolektyw, w którym też, a właściwie głównie, zwierzęta, planety wszystkie, woda pitna i niepitna, góry, lasy, rozpudy etc. Ale aborcja… Kto by tam się z lewicy interesował życiem człowieka?! Ważniejsze jest tzw. “prawo człowieka do decydowania o aborcji”. Tu jest właśnie ta obłuda lewicy – niby najpiękniejszej ideowo doktryny, która z krwią na rękach niesie świetlaną przyszłość Wszechświata.

Ostatnio miałem okazję wysłuchać ciekawego referatu na temat prawa naturalnego według Johna Finnisa. Filozof ten obok wielu bardzo ciekawych twierdzeń, wypowiada się też na temat aborcji. Proponuje on coś bardzo sensownego, czyli zmianę dyskursu dotyczącego aborcji. Zauważa, że w dyskursie tym, tkwiącym w nurcie liberalnym, dyskutuje się o aborcji tylko na pewnym poziomie – prawa do aborcji, albo braku prawa do aborcji. Finnis proponuje zmianę tego dyskursu na dyskurs nad substancją, co oznacza przeniesienie ciężaru dyskusji na kwestię, czy aborcja jest zła, czy jest dobra, zamiast dyskusji nad tym, czy ma się prawo do aborcji, czy nie. Finnis, jako przeciwnik aborcji, twierdzi też, że skoro nie jesteśmy w stanie określić dokładnie, kiedy rozwijające się w łonie matki życie można nazwać człowiekiem, należy przyjąć (i on tak przyjmuje), że żyjący człowiek pojawia się w momencie poczęcia. Jeżeli tak nie jest, twierdzi Finnis, to niech ci, którzy to mówią, udowodnią to. W ten sposób, w związku brakiem dowodów, kiedy należy uznać rozwijające się życie za człowieka, Finnis ciężarem znalezienia tych dowodów obarcza przeciwników twierdzenia, że życie ludzkie rozpoczyna się w momencie poczęcia. Rozumuje w stylu: Proszę bardzo, uważasz, że nie zabija się człowieka, tylko płód czy jak to nazwiesz, to udowodnij, kiedy zaczyna się człowiek.

Apatheia i apatia

Piękny przykład, który podał rotus w komentarzu do mojego wpisu o szczęściu, dotyczy innego rozumienia szczęścia – opisywany człowiek, jak to się mówi, “miał szczęście”, co znaczy tyle, że miał farta, miał fuksa. Panna kiwi ograniczyła się tylko do zanegowania tego, co (gdzieś na marginesie obok tego, “jak”) napisałem o szczęściu, nie dając choćby tropu, który mógłby nas naprowadzić na sposób, w jaki ona (panna kiwi) pojmuje szczęście. Napisała, że to, o czym piszę, to nie szczęście, tylko apatia. No to kilka słów o apatii.

Znalazłem – co prawda po angielsku, ale jestem przekonany, że panna kiwi i inni dobrzy ludzie, którzy odwiedzą mój blog, bez większych problemów zrozumieją, o co chodzi – pewien tekst, który tłumaczy, czym jest apatheia i który tu cytuję:

“So what?” you have said to me. “So what if only our reactions are under our control?” You went on at length, complaining that I gave you a taste of wisdom and then pulled away the spoon. Indeed, dear friend, perhaps I was too abrupt in my last letter. I shall this time around correct my former deficiency. You should, though, recall that too much wisdom at a time is dangerous to the foolish man.
If we cannot control the thousand natural shocks which this flesh is heir to, what can we do? We can resist them or we can accept them. To resist the course of events, we must steel ourselves to rail daily ‘gainst the heavens; to deny that what is, is; to work ceaselessly to change a world that will not be changed. It is possible that we find satisfaction in fighting a fight, but whether it is a good fight is arguable.
If we accept events, that is, if we keep our will in accordance with nature rather than decrying it, we find that our affairs run more smoothly. The whiplash of another does not sting quite so sharply; neither do we feel quite as strongly the pangs of envy, lust, pride, &c; we achieve what the Greeks called apatheia, apathy.
Now, we moderns have attributed to this wonderful word a disgusting meaning and connotation. We call teenagers “apathetic” because their stock response is “I don’t care;” political scientists say the same thing about electorates because they don’t vote, and so forth. For a Stoic, apatheia is an objective devoutly to be wished. It does not mean that he does not care, but rather that he accepts what happens and acknowledges that he cannot change what is already done. Moreover, the currents in the affairs of men are tranistory. An event might bring him pain, but he knows that the pain is fleeting. It might bring him joy, but that too is fleeting. Stoic apatheia is a state of calm that is unperturbed by events, but is not a state of truly not caring. In this world at this time, when instiutions long established seem constantly on the verge of collapse, when chaos and destruction lurk around every corner, how wonderful must that apatheia be!
What can we do, then, to achieve such a peaceful state?
Epictetus, in his Encheiridion or “Manual for Living,” advises that we start small. When beholding a vase, I should remind myself that it is only a vase, a thing of clay and fire. It is prone to fracturing, to shattering outright. It will break, as likely as not. What then? I have lost a vase, nothing more. When I go to the gym, or the baths as Epictetus writes, I remind myself what that means: that there will be shouting, some men tussling, grunting, perhaps jostling, and even theft. I should not go the gym expecting peace and quiet, a relaxing or reflective time, because I will be disappointed and, thereby, perturbed.
In this way, that is, by taking things as they are I can maintain my equanimity and my inner tranquility, even while everyone around us is losing theirs and blaming us for it.

Cura ut valeas, Amice. I will endeavor to more quickly answer your response next time.

źródło: http://stoictraveler.blogspot.com/2007/01/on-stoicism-part-ii-on-apatheia.html

Nie twierdzę, że ta filozofia jest najlepsza. Zgadzam się z definicją szczęścia zaproponowaną przez Epikura, która ociera się mocno o pojęcie apatheia, ale nie propaguję żadnej konkretnej drogi do osiągnięcia szczęścia. Szczęście rozumiane w ten sposób, czyli jako połączenie ataraksji i aponii, jest moim zdaniem raczej chwilowe, ale możliwe do częstego doświadczania. Nie ma charakteru trwałego, w stylu, żeby móc powiedzieć: “Teraz osiągnąłem szczęście i będę szczęśliwym człowiekiem do końca życia”. Mówiąc o szczęściu ludzie zwykle mają na myśli stan względnie trwały. Ja kłądę nacisk na możliwość doświadczenia szczęścia, nie na możliwość bycia szczęśliwym – co rozumiem jako stan względnie trwały. Dla przykładu, przyświeca mi takie rozumowanie, że szczęścia można doświadczyć obojętnie gdzie i obojętnie kiedy, a warunkiem jest choćby chwilowe znalezienie się w stanie aponii i ataraksji. Nie twierdzę, że szczęście jet możliwe do doświadczenia wtedy, kiedy zrealizuje się swoje cele, poukłada odpowiednio sprawy, itd. Bo po zrealizowaniu jednego celu pojawia się następny itd. A życie bez celu nie ma sensu. Na koniec zacytuję artystę Eldo, którego myśl bardzo trafnie koresponduje w pewnym sensie z tym, o czym mówię:

Nikt nie wie, po co biegnie. Czy na pewno po szczęście?
Czy sam bieg nie jest biegu sensem? To nie jest pewne.

Hip hop i filozofia

Ten WordPress daje użytkownikowi taką opcję, że można sobie podpatrzeć, po jakich słowach wpisywanych w google, na liście odpowiedzi pokazywał się blog. Zaglądam tam i widzę czasem, że ludzie wpisują frazy typu: filozofia hip hopu, hip hop filozofia, filozofia rapu. Zastanawiam się, czy to hip hop do tak wysokiej rangi w oczach niektórych wyrasta, czy może filozofia do takiej niskiej rangi spada. Jako hiphopowiec twierdzę, że prawdą jest to drugie. Słowo filozofia się zaciera. Każdy ma filozofię – np. bardzo często się słyszy, że filozofię ma trener. Potocznie się tak mówi i nic w tym złego nie widzę. Tylko, że jakoś nie mówi się o tej filozofii filozoficznej, dzięki czemu ta filozofia zostaje zastąpiona tamtą. Dzięki temu zjawisku ranga filozofii spada, bo spada ranga słowa filozofia. A hip hop… czy hip hop ma swoją filozofię, taką filozoficzną? Uważam, że nie. Ktoś może powiedzieć, że mówiąc o filozofii hip hopu, mówi się właśnie o tym potocznym znaczeniu tego słowa. Jeśli tak, to w porządku. Tylko, że ja nie jestem przekonany, że tym, którzy zestawiają hip hop i filozofię, chodzi głównie o to potoczne rozumienie. Hip hop nie ma żadnej filozofii, nawet tą potoczną trudno już w nim odnaleźć. Najtrudniej chyba w rapie, bo to ten element hip hopu zabrnął najwyżej i chyba też dlatego tak się zróżnicował, co jest kolejnym argumentem na to, że filozofia hip hopu nie istnieje.

Świat jest piękny

Słyszałem dzisiej, że podobno w Poczcie Polskiej wyszło jakieś zarządzenie, że kurierom, którzy wożą przesyłki, nie wolno jeździć z większą szybkością jak 70 km/h. Więc, jak jedziesz teraz na jakiejś trasie i jest Stau, to ludzie mówią, że z przodu jadą ci z poczty. Czyż to nie jest piękne.

“Dzięki ci człowiek za to, że w moment można tu zmienić w ironię świat”

O.S.T.R.

Ferdydurke

Z uśmiechem przyjąłem dzisiaj wiadomość, że Andrzej L. być może wystartuje w wyborach uzupełniających do Senatu, które na skutek śmierci senatora z Prawa i Sprawiedliwości, Andrzeja Mazurkiewicza, zostaną przeprowadzone na Podkarpaciu. Z uśmiechem, bo jestem spokojny, że ten pseudopolityk już się skończył i nie ma siły, która go wciągnie do parlamentu. I tyle. Taką o to pierdołą się zająłem i sobie piszę o takiej pierdole. Nie wiadomo, dlaczego, specjalnie nie odstaję w tym momencie pod względem wysiłku intelektualnego od wszelkich mediów elektronicznych. Tak bowiem ambitne tematy tam przeważają. Najlepszym przykładem gadania o dupie Marynie jest serial “Kawa na ławę”. Ten wzorowany zapewne na operze mydlanej “Moda na sukces” serial oddaje trafnie istotę misji mediów w Polsce. Chodzi o to, że co tydzień przy kawie na ławie spotykają się wybitni politycy (w tych rolach znakomitości pokroju Tadeusza Cymańskiego) i sobie gaworzą o tym i o owym, łącząc się co najmniej raz na program w jednoczesnym skowycie. Nad całym przedsięwzięciem czuwa pan redaktor Rymanowski. Po wypyskowaniu się, kilkakrotnej obrazie, wszyscy wzajemnie klepią się po dupach i życzą sobie miłej niedzieli. Scenariusz powtarza się w niedziele kolejną i wszystkie następne. Nic tylko poczekać jeszcze trochę, a zamiast “program z udziałem polityków” (bo, że “publicystyczny”, to już nie śmią nawet ci w telewizji mówić), nazwie się to po prostu “program rozrywkowy”. Idąc za ciosem rozbuduje się Sejm o miejsca dla publiczności i zacznie reklamować w TV jego obrady. Szczególnie, kiedy po przejęciu obowiązków ustawodawczych przez Unię Europejską, polski poseł będzie już mógł się oddać bez reszty temu, co posłowie lubią najbardziej. Niech żyje demokracja! Niech żyje nowoczesna Europa! Niech żyje farsa!

Tożsamość.

Nie lubię socjologii. Akceptuję tę naukę, ale jest mi dość obojętna, mimo że stykam się z nią często, zbyt często. Jednak, to o czym chcę napisać, to właśnie socjologia. Właściwie to na pewno są różne teorie, odpowiedzi na pytania, które w tym momencie mam w głowie, dlatego ten wpis jest raczej zachętą do komentarzy. Jeśli przeczytałby to ktoś znający się na socjologii (ja z pewnych powodów nie zamierzam się w to zagłębiać – tzn. nie będę tego szukał w opracowaniach naukowych), to chciałbym, żeby poczynił tu jakiś komentarz.

Chodzi mi o tożsamość. Jeśli dobrze pamiętam, tożsamość człowieka budowana jest na podstawie ról społecznych, jakie człowiek gra. Problem polega na tym, że człowiek gra różne role. Np. w Stowarzyszeniu Rodzin Katolickich jest poukładany, grzeczny, a na spotkaniach w gronie kolegów z pracy klnie, ile wlezie, i gra rolę lekkoducha. Podobną sytuację opisuje Peter Berger. Człowiek jest dyrektorem firmy. Jest bardzo stanowczy i ostry. Jednocześnie, jako mąż, jest zupełnie podporządkowany żonie. Według Bergera problem pojawia się, kiedy np. sekretarka i żona spotkają się i wymienią uwagi na temat dyrektora-męża. Berger pisze, że takie zdarzenie powoduje, że człowiek ten udaje się do psychoanalityka, by wspólnie z nim poukładać nową tożsamość dyrektora-męża. Zastanawiam się, czy jest jakaś obiektywna “tożsamość”, niezależna od środowiska. Na zdrowy rozum powinna być, choć socjologia, jak napisałem (i o ile dobrze pamiętam), mówi, że tożsamość tworzona jest na podstawie odgrywanych przez człowieka ról społecznych. Czy istnieje coś takiego jak tożsamość obiektywna?

Filozofia w hip hopie

Do tego wpisu przekonałem się po przeczytaniu komentarza very do mojego dawnego wpisu o Kancie. Przyznam, że zastanawiałem się nad tym zagadnieniem od jakiegoś czasu.

Cechą rapu jest to, że jest on niejednorodny, bo jest to tylko forma. Rapował np. Kazik, hiphopowcem nie będąc. Poza tym, nawet hiphopowcy, jak sami twierdzą, nagrywają nie tylko płyty hiphopowe (Pezet, Eldo, Kaliber 44). Na początku rap był muzyką, która miała głównie bawić. Poważne tematy pojawiły się w tym gatunku w późniejszym czasie. Hiphopowcy piszą po prostu to, co chcą napisać. Nie ma ograniczeń poza alfabetem i pomysłowością. Eldo nagrał kawałek, którego – używając terminów polonistycznych – podmiotami lirycznymi są diabeł i poeta. Tede nagrał kawałek, którego tematem są kolejne utwory z jego wcześniejszej płyty. Jednak istnieje przekonanie, że kawałek hiphopowy nie ma mówić o poezji, czy o filozofii, nie ma szukać jakichś uniwersalnych prawd, nie ma zbawiać świata, ani zajmować się metafizyką. Ma być przełożeniem rzeczywistości, z którą ma do czynienia raper, na muzykę. Ma być komentarzem do sytuacji, czy to z najbliższego otoczenia, czy to sytuacji społecznych, politycznych. Uważam, że rap, który za główny temat obrałby filozofię, nie byłby hip-hopem.

Rzeczpiaskownica Polska, czyli obrażone prezydenciątko.

Do różnych rzeczy nas PiS przyzwyczaił, zgoda. Ale to, co teraz się dzieje w związku z tą obrazą Prezydenta na Tuska to już dobitnie skreśla grubą krechą tych dziwaków. Mi już brakuje słów, ja nie wiem jak to zwerbalizować. Piaskownica to jest chyba dobre słowo. Mamy piaskownice prezydencką nie pałac prezydencki.

Premier w imieniu Prezydenta za pośrednictwem mediów przekazuje, że Tusk ma przeprosić Prezydenta za swój stosunek do bezdomnego, który wyzwał Prezydenta, czy za coś takiego. Jak Tusk nie przeprosi, to Prezydent z nim nie będzie rozmawiał. No ręce mi opadły. Ja nie wiem, czy oni mnie podpuszczają, czy co. Jeśli  tak, to aż za dobrze, bo po prostu ręce mi opadły. Pamiętacie, jak Tusk z Lechem Kaczyńskim rozprawiali wspólnie u tego ostatniego w sprawie wcześniejszych wyborów? Wtedy jakoś zaszłości piaskownicze Prezydentowi nie przeszkadzały. Mam rozumieć, że tak się mu teraz przypomniało? Czy może trzeba go przytulić, bo PiS nie wygrał wyborów?

Sayonara Lepper, czyli przyczynek do normalizacji.

Zapytano mnie, jaki widzę sens wyborów; czy są potrzebne. Przeciwko wyborom nic nie miałem. Mało tego, byłem za nimi od jakiegoś czasu. Jedna kwestia była dla mnie decydująca. Twierdziłem, że jeśli wybory przyniosą choćby to, że “Opalony” ze swoją watahą nie wejdzie do parlamentu, to uznam, że dobrze się stało, że były te wybory. I cieszę się. Cieszę się nie dlatego, że ktoś zmądrzał czy coś jak to. Cieszę się, że mordy tej wstrętnej i cynicznej nie będę już oglądał (oby nigdy). Za tym idą inne przyjemności – nie będę oglądał też mord Lyżwińskiego (chyba, że pokażą, że idzie siedzieć, co w przypadku Andrzeja też przeze mnie oczekiwane), Beger, Maksymiuka. Czyż to nie jest jakaś ulga? Cieszmy się drobiazgami. Cześć Lepper.

Waryński

Waryński

-Dlaczego Waryński jest smutny na “setce”?

-Bo mu zabrakło do pół litra.

Tekst-morderca

Rzecz działa się tak:

Do moich dwóch fumfli podchodzi dwóch kolesi. Ci kolesie nie są ulubieńcami moich fumfli i vice versa. Poza tym, coś było na rzeczy. Jeden z moich – To co, solówa. Na to jeden  z tamtych – Jaka, kurwa, solówa?! – po czym z za spodni wyciąga siekierę i jeb obuchem w głowę mojego fumfla. Na to mój człowiek zrzucił tego z siekierą ze schodów (bo to na ganku się działo) i razem z drugim moim człowiekiem zaczęli tłuc obu tych “przyjezdnych” (podobno z takiej jednej dzielnicy obok byli). No i ci “przyjezdni” musieli w końcu “odjechać”, przynajmniej był to rozsądny dla nich wybór. Ale najlepsze było właśnie na końcu. Jak “odjeżdżali”, to jeden z nich zdążył jeszcze wykrzyczeć – Dzisiaj płoniesz!!! – co uznaliśmy zgodnie za tekst-mordercę, bo tekst prawdziwie miażdży.

prawdziwe dz

To jest dobre, co? Co jak co, ale na pewno ten, kto wpisał “prawdziwe dziwki” znalazł tu to, czego szukał.

Blog definitions.

These are some of the definitions I found on one of my favourite websites – www.urbandictionary.com. As they say “Urban Dictionary is a slang dictionary with your definitions.” I agree with these definitions I pasted here. I found it amusing to read some of them, too. The most balanced opinion I found, seems to be the Vladimir’s one.

2. livejournal

the reason losers like me wake up each morning

today i went to school. now i am home. like omg comment and love me

by hectoliter

 

1. blog

n.
Short for weblog.
A meandering, blatantly uninteresting online diary that gives the author the illusion that people are interested in their stupid, pathetic life. Consists of such riveting entries as “homework sucks” and “I slept until noon today.”

by NGX


2. blog

a place where people bitch about their daily activities which nobody is interested in. topics like why they argue with boyfriend and how they end up together at last, daily aneroxic activities like drinking blended organic fruits and vegetable for breakfast, lunch and dinner, talking about cutting themselves with a razor blade and how good they felt, bitch about their shopping activities and what they got.

just another way to seek attention and sympathy from other people.

Sample of a blog entry:
Today i argued with my babypooh, he got mad a me just because justin asked me out for lunch, he ended up ignoring me and not calling me. i don’t know what i’ve done wrong and why am i crying over it right now. it’s just stupid, he’s not the man that he used to be, i still remember how he treats me when we first started, it was all so nice and perfect. but now, we’re like arguing over small matters almost every week. i don’t think i can take this anymore, i’m just tired of this relationship.

owh look, someone actually commented on my previous entry.

by Uncle Bob

4. blog

A recent and disturbing trend on the internet. A blog lets people easily post comments onto a webpage. While blogs have many purposes, some of which can be useful, most people seem to use blogs as a way of having an online diary. These people have such massive egos and are so narcissistic that they believe that other people would be interested in reading their pointless ramblings. Even more disturbing is the fact that many people have such boring lives that they have nothing better to do than to read these stupid online diaries. They just feed the egos of the “bloggers” and encourage them to continue posting nonsense. Hopefully, “blogging” will turn out to be just a fad that passes quickly.

tim: Hey i just set up a blog on my website.
joe: What have you written in it?
tim: Oh just some random drivel.
joe: Sounds like the typical blog.
tim: Yeah, but plenty of people will still read it, and that will make me feel special.
joe: That’s sad.
tim: I know.

by whodey

6. blog

Short for weblog. Blogs originally had purpose when the few people who had them actually had interesting and/or informative things to say. These blogs still exist, and are quite enjoyable to read, however the advent of blogger.com and livejournal.com has changed this once meaningful application into utter shit, allowing every day idiots to write about how shitty their lives are and why everyone should care.

Good Blog: Informative news, real humor and entertainment. Often build and published by someone with a brain.

Bad Blog: “School sucks”, what you had for lunch, why your depressed because your 14 year old boyfriend dumped you and its the end of the world.

by Vladimir

1. blogalicious

(adj.)
1. The state of being in which one finds joy in updating one’s
blog.
2. A
blog or blog entry that one finds highly enjoyable.

“I’m feeling particularly blogalicious today!”
“That is one blogalicious entry there!”

by Rann

O braku altruizmu

W podręcznikach piszą, że potrzeba altruizmu jest jedną z podstawowych potrzeb człowieka. Czyżby? Ludzie bardziej przejmują się byle jakim katarkiem niż drugim człowiekiem. Swiat jest skąpany w próżności. Tylko “ja”,”mnie”, “mi”.

Oto kilka przykładów statusów z mojej listy w komunikatorze (nie specjalnie zebranych, ot tak właśnie z czasu, kiedy to piszę): “ta cisza prowadzi do nienawisci….zawsze tak jest :/”, “Everytime he call – I come… but this time I think about ME! “, “nie ważne z kim możesz być.ważne bez kogo nie potrafisz żyć”, “i co teraz? ;/”

Właściwie nie pamiętam, żeby ktoś był przygnębiony z powodu jakiegoś problemu drugiej osoby. Nie pamiętam, żeby ktoś martwił się o kogoś. Egocentryzm opanował człowieka. Jakaś moda nastała, żeby się nad sobą użalać. Jak ktoś nie ma na co się żalić, to wymyśla takie rzeczy, że w ogóle nic na to nie odpowiadam, bo mi sił brakuje. Internet to ich główne narzędzie. Proszę zajrzeć na stronę nlog.org (ciężko się ładuje, bo serwer pewnie ma migrenę od tych wynurzeń). Wytworzyło się tam specyficzne środowisko. Bo oprócz tego, że każdy z Blogowiczów jest, najdelikatniej mówiąc, egocentrykiem, to jednak nie brakuje tam wcale, oczywiście fałszywego, altruizmu. To jest jakieś towarzystwo wzajemnej adoracji. Piszą rzeczy typu: Dziś kupka już troszkę lepsza, ale brzuszek nadal boli:(((. Jak ktoś chce sobie poczytać, jaki człowiek umie być głupi, to polecam ten przyczółek. Z takich szerzej znanych w internecie person – “wielka” internetowa “gwiazda”, “diva” byś rzekł! (śmiech) – też ma swoje popisy na nlog.org. Przynajmniej kiedyś miała, ale pewnie nadal to kontynuuje. No bo kto by się oparł pokusie?! Skoro dziennie czytało ją pewnie z kilkaset osób. Już nie wspomnę o blogach samobójczych – to jest dopiero piękne! Sam Goethe mógłby się niejednego nauczyć. Ale pisać o tym można w nieskończoność… Chodzi mi o to, że ludzie zapomnieli o swoich bliźnich, o jakiejkolwiek formie nawet nie pomocy, ale choćby dostrzeżenia problemów drugiego człowieka. Nie sięgają dalej niż czubek własnego nosa. I o to krzyczę. Niech człowiek będzie choć trochę bardziej ludzki!

Impliciteexplicite

Dostałem zaproszenie od Agnieszki (salon nowojorski) do jakiegoś łańcuszka św. Antoniego :). Chodzi o to, żebym napisał o sobie 5 jakichś rzeczy, które miałyby powiedzieć komuś coś o mnie. Muszę przyznać, że cały czas trzymam się wyznaczonej sobie w pierwszej notce zasady, więc taka notka o sobie nie jest mi mile widziana. Nie żebym się ukrywał przed wojskiem czy coś, ale tak mam. Nie zadzieram też nosa czy coś jak to. Każda notka zawiera jakieś moje przemyślenia, więc daje też jakiś obraz mojej osoby. I niech tak pozostanie:).