Archiwum kategorii 'Historia'

Polacy i kapitalizm

Janusz Korwin-Mikke postawił na swoim blogu tezę, że poparcie PO wzrasta właśnie dlatego, że partia ta porzuciła swoje liberalne projekty. Ludzie zagłosowali na PO nie dlatego, że chcieli liberałów, a dlatego, że nie chcieli PiS. Zagłosowali na PO, pomimo jej liberalnych projektów. Teraz widząc, że było to tylko czcze gadanie, są uspokojeni i dlatego popierają Platformę. Wydaje się, że jest to teza trafna. Nawiasem mówiąc, gdyby przed wyborami PO zamiast udawać partię liberalną, przedstawiła prawdziwe swoje zamiary, mogłaby osiągnąć wynik jeszcze lepszy. Dlaczego? Bo istotnie, Polacy nie chcą kapitalizmu. Pozostaje zapytać, dlaczego.

W niespecjalnie dobrym artykule naukowym pt. “Liberalizm konserwatywny Unii Polityki Realnej” autorstwa Danuty Karnowskiej, który to artykuł został opublikowany w “Athenaeum” w nr. 14-15 (2006), autorka wyraża jakby pewne zdziwienie, że mimo wolnościowej tradycji i talentowi przedsiębiorczemu Polaków, UPR, będąca apologetą wolnego rynku, jest partią marginalną. Problem ten jednak nie jest głównym przedmiotem zainteresowania Karnowskiej, dlatego autorka pozostała jedynie na powyższym wniosku. Sprawa stosunku Polaków do liberalizmu ekonomicznego wymaga jednak kilku zdań komentarza. Wydaje się, że sedno sprawy świetnie oddaje Hans-Hermann Hoppe, filozof libertariański, w przedmowie do polskiego wydania swojej książki “Demokracja: bóg, który zawiódł”, o czym za chwilę. Powszechna jest opinia, że źródłem antyliberalnej (w zakresie gospodarki oczywiście) postawy dużej części naszego społeczeństwa jest mentalność ukształtowana w okresie Polski Ludowej oraz brak umiejętności i gotowości do wzięcia swojego życia w swoje ręce, co również wiąże się z oddziaływaniem socjalizmu. Poglądy te zapewne są słuszne, ale nie wyczerpują poruszonej kwestii. Hoppe, który nie jest pewnie w swoim zapatrywaniu odosobniony, uważa, że winę za uprzedzenia społeczeństwa polskiego względem kapitalizmu ponoszą politycy, którzy znaleźli się u steru władzy w czasach, gdy Polska paliła za sobą demoludowy most. Filozof wytyka politykom, że wraz ze swoimi – jak pisze – “totumfackimi” z poprzedniej nomenklatury zagarnęli znaczny procent narodowego majątku. W efekcie, biznes dostał się w ręce, delikatnie ujmując, nie najczystsze. Widząc to, społeczeństwo, dotknięte bezrobociem, nie wyrobiło sobie o wolnym rynku dobrego zdania. Wnioski Hansa-Hermana Hoppego są słuszne i nie należy ich pomijać w analizowaniu postaw polskiego społeczeństwa. Warto zadać sobie pytanie, co należy zrobić, by Polacy opowiedzieli się za liberalizacją gospodarki. Uważam, że nadzieja jest w tym, by próbować przekonać ich, że praktyki, którymi otwarto nową kartę naszej historii, więcej wspólnego miały z “czarnym rynkiem”, niż z wolnym rynkiem.

Trochę na temat polskiej demokracji.

To jest Trackback do postu, a raczej małej wymiany zdań na Blogu Voltera (Czy PIS może wygrać następne wybory?)

Ja myślę, że naród nie wiedział, czym do końca będzie demokracja. Przywódcy “Solidarności” powielili komunistów – też zapowiedzieli swego rodzaju raj na Ziemi. Dlatego wielu ludzi twierdzi, że “S” ich oszukała, bo to nie tak miało być. Trudno się tym ludziom dziwić, bo nie znali systemu liberalnej demokracji, a jedynie ten babun językowy – demokrację ludową. No bo skoro demokracja to połączenie demos i kratos, czyli władza ludu, to demokracja ludowa to… ludowa władza ludu, czyli tautologia. Ale to tak na marginesie. Tęskniącą za “komuną” osobę zapytałem, dlaczego obalili socjalizm, skoro był dobry. Odpowiedziała mi, że “S” mówiła, że będzie lepiej (w sensie – jeszcze lepiej). Dlatego nie jest oczywista odpowiedź na pytanie, czy, gdyby w latach osiemdziesiątych społeczeństwo wiedziało, czym będzie w Polsce demokracja i miało możliwość wyboru ustroju, to, czy wybrałoby socjalizm czy demokrację. Jestem przekonany, że miażdżąca większość klas i warstw niższych wybrałaby socjalizm. Oczywiście sympatie ku tamtej epoce to nie wyłącznie domena klas i warstw niższych. Właściwie mój post sprowokowany został dyskusją ściśle polityczną, a ja raczej zabrnąłem w gospodarkę. Pod względem politycznym to chciałbym wierzyć, że polska demokracja jeszcze się dociera i że wraz z końcem tej dekady to docieranie się zakończy. Jeżeli już mowa o demokracji, to chciałbym też systemu prezydenckiego, jak w USA, dlatego, że Polska potrzebuje moim zdaniem silniejszych rządów. Niestety Polska ma to do siebie, że musi być trzymana za pysk Po prostu, im dalej na Wschód Europy, tym bardziej jest to potrzebne. Ostatnie europejskie monarchie (takie, w których rzeczywista władza należała do monarchy) upadły właśnie po wschodniej stronie kontynentu – w Austro-Węgrach, Niemczech, Rosji.

Syndrom Polski. Paneuropejski podręcznik do historii.

Wspólnotę Europejską, a ściślej – przewodniczących jej Germanów dopadł syndrom Polski, czyli syndrom przeszłości. O tym, że europosłowie zajmują się samymi bzdurami to wiadomo, ale może zabrakło już im spraw typu: doradzenie odpowiedniej instytucji, ile procent tłuszczu powinno być w czymś tam. Zaczerpnęli więc zza Odry o wiele ciekawsze pole do działania, czyli historię. U nas historia ma się dobrze. Dziennikarze np. “Wprost” chyba już nie wychodzą z archiwów. Nie twierdzę, że nie należy zajmować się historią czy badać archiwaliów. Ale to powinni robić historycy a nie dziennikarze i politycy. Ale widać do zawodu historyka ciągnie ich niemiłosiernie. Raczej nie z zamiłowania a z chęci wywołania sensacji i instrumentalnego posługiwania się historią. Nie wiem, jaki mają cel Niemcy w tym, żeby przeforsować taki sam podręcznik do historii dla Unii Europejskiej, ale można się domyślać. “Polskie obozy”, naziści, którzy zmanipulowali naród niemiecki. Oczywiście naziści to według wykładni części (nie wiem jak dużej) Niemców, to ludzie, którym Niemcy nie przypisali narodowości, czyli tacy przybysze niewiadomo skąd. Bo o tym, że istnieją ludzie (narody) bez własnego państwa to wiemy. Ale o tym, że żyją ludzie niemający narodowości… Chyba że tych nazistów jakoś wychodowano, w jakichś miejscach odosobnionych, co sprawiło, że nie mieli narodowości. W różne rzeczy ludzie wierzą, ale ja mogę komuś, kto przyjmuje taką wykładnię, jedynie parsknąć śmiechem w twarz. Po drugie, ktoś i tak by musiał wychodować tych nieunarodowionych nazistów, więc wtedy ten ktoś byłby odpowiedzialny. Więc kto to? Tego nie mówią. Co do tego podręcznika paneuropejskiego – to sprawa jest niełatwa. Po pierwsze, ludzie z każdego kraju uczą się historii powszechnej, czyli najważniejszych wydarzeń w skali świata. Ale uczą się także historii swojego kraju. Polacy uczą się historii Polski, a Hiszpanie historii Hiszpanii. I pod tym względem nie da się napisać podręcznika dla wszystkich. Chyba że składałby się on z kilkudziesięciu tomów opisujących osobno dzieje każdego kraju. Oczywiste jest przecież, że dla Francuzów nie ma sensu uczenia się tego o historii Włoch, czego uczą się Włosi i na odwrót. Nie da się więć stworzyć takiego podręcznika dla wszystkich. Można ewentualnie stworzyć wspólny podręcznik do historii powszechnej, ale dodatkowo będą musiały istnieć podręczniki do historii poszczególnych krajów. Nie jest to może zły pomysł, ale należy się zastanowić, kto miałby zdecydować o zawartości podręcznika. Napewno najgorszy wariant to politycy. To byłby dopiero spektakl, aż nie chce mi się myśleć. Napisaniem takiego podręcznika do historii powszechnej zająć powinna sie komisja złożona z historyków wszystkich krajów unijnych. Fundamentalne znaczenie ma proporcjonalność – z każdego kraju musiałaby być wybrana taka sama liczba ekpertów. Członkowie tej komisji powinni być wybrani przez niezależne od nacisków rządów środowiska naukowe i wtedy możnaby spróbować. Napisanie takiego podręcznika nie byłoby łatwe, ale może udałoby się go stworzyć. Polacy mogliby uzyskać prawdę w podręczniku o spawach dotyczących obozów koncentracyjcyh i Zydów, ale równie dobrze efekt finalny mógłby być taki, że uczniowie (w tym jak najbardziej polscy) uczyliby się, że Polacy są winni holokaustu.