Ten WordPress daje użytkownikowi taką opcję, że można sobie podpatrzeć, po jakich słowach wpisywanych w google, na liście odpowiedzi pokazywał się blog. Zaglądam tam i widzę czasem, że ludzie wpisują frazy typu: filozofia hip hopu, hip hop filozofia, filozofia rapu. Zastanawiam się, czy to hip hop do tak wysokiej rangi w oczach niektórych wyrasta, czy może filozofia do takiej niskiej rangi spada. Jako hiphopowiec twierdzę, że prawdą jest to drugie. Słowo filozofia się zaciera. Każdy ma filozofię – np. bardzo często się słyszy, że filozofię ma trener. Potocznie się tak mówi i nic w tym złego nie widzę. Tylko, że jakoś nie mówi się o tej filozofii filozoficznej, dzięki czemu ta filozofia zostaje zastąpiona tamtą. Dzięki temu zjawisku ranga filozofii spada, bo spada ranga słowa filozofia. A hip hop… czy hip hop ma swoją filozofię, taką filozoficzną? Uważam, że nie. Ktoś może powiedzieć, że mówiąc o filozofii hip hopu, mówi się właśnie o tym potocznym znaczeniu tego słowa. Jeśli tak, to w porządku. Tylko, że ja nie jestem przekonany, że tym, którzy zestawiają hip hop i filozofię, chodzi głównie o to potoczne rozumienie. Hip hop nie ma żadnej filozofii, nawet tą potoczną trudno już w nim odnaleźć. Najtrudniej chyba w rapie, bo to ten element hip hopu zabrnął najwyżej i chyba też dlatego tak się zróżnicował, co jest kolejnym argumentem na to, że filozofia hip hopu nie istnieje.
Archiwum kategorii 'muzyka'
Hip hop i filozofia
Opublikowany kwiecień 23, 2008 Filozofia , blog , hip hop , muzyka , myśli 6 CommentsDo tego wpisu przekonałem się po przeczytaniu komentarza very do mojego dawnego wpisu o Kancie. Przyznam, że zastanawiałem się nad tym zagadnieniem od jakiegoś czasu.
Cechą rapu jest to, że jest on niejednorodny, bo jest to tylko forma. Rapował np. Kazik, hiphopowcem nie będąc. Poza tym, nawet hiphopowcy, jak sami twierdzą, nagrywają nie tylko płyty hiphopowe (Pezet, Eldo, Kaliber 44). Na początku rap był muzyką, która miała głównie bawić. Poważne tematy pojawiły się w tym gatunku w późniejszym czasie. Hiphopowcy piszą po prostu to, co chcą napisać. Nie ma ograniczeń poza alfabetem i pomysłowością. Eldo nagrał kawałek, którego – używając terminów polonistycznych – podmiotami lirycznymi są diabeł i poeta. Tede nagrał kawałek, którego tematem są kolejne utwory z jego wcześniejszej płyty. Jednak istnieje przekonanie, że kawałek hiphopowy nie ma mówić o poezji, czy o filozofii, nie ma szukać jakichś uniwersalnych prawd, nie ma zbawiać świata, ani zajmować się metafizyką. Ma być przełożeniem rzeczywistości, z którą ma do czynienia raper, na muzykę. Ma być komentarzem do sytuacji, czy to z najbliższego otoczenia, czy to sytuacji społecznych, politycznych. Uważam, że rap, który za główny temat obrałby filozofię, nie byłby hip-hopem.
Jak wiadomo wszem i wobec, ukazała się nowa płyta Pezeta, rapera, który zasłużył sobie na to, żeby obok jego albumów, jakie by nie były, nie przechodzić obojętnie.
“Muzykę rozrywkową” najkrócej określiłbym – inteligentny hardcore. Większość kręci się wokół klubów, seksu i podwórka. Sam Pezet zawzięcie podkreśla, że jest to płyta trueschoolowa. Moim zdaniem, trochę za dużo jest tu właśnie seksu i klubów, jak na trueschool, choć to zależy, co weźmiemy za trueschool. W historii rapu nigdy nie brakowało tematów spod znaku ‘money, cash, hoes’, ale to jest temat na całonocne dyskusje… Pezeta oskarżałem jakiś czas temu o brak konsekwencji. Z romantyka z “Muzyki poważnej” zmienił się w chama z kawałka “Codziennie” (na “Muzyce rozrywkowej” ten utwór, w innej wersji, ma tytuł “Czterdzieściprocent” – i, co ciekawe, Pezet mówi pod koniec: “Tak było wtedy, teraz jest inaczej”). Jednak teraz, słuchając całego nowego albumu, dochodzę do wniosku, że Pezet stał się po prostu cynicznym sukinsynem – i nie ma tu oczywiście mowy o tym, że obrażam Pezeta, czy coś. By to zrozumieć, trzeba posłuchać tej płyty. Pezet jest, jak we wszystkich chyba swoich kawałkach, świeży. Znowu eksperymentuje z flow, składa rymy inaczej. Tak jest w sumie na każdej płycie. Pokaż mi kogoś, kto nie był w szoku, gdy po “Muzyce Poważnej” wyszła “Historie z sąsiedztwa”. Na każdej nowej płycie można być pewnym, że Pezet zaprezentuje coś innego, zarówno pod względem technicznym, jak i treści, co w tym ostatnim przypadku spowodowało, że “Muzyka Rozrywkowa” jest dla mnie zbyt seksistowska i klubiasta. Nie znaczy to, że myślę, że ta płyta jest słaba. Pezet chyba nie jest w stanie obecnie nagrać słabej płyty, bo jest raperem wybitnym, który przez ładnych już parę lat utrzymuje się na najwyższym poziomie. Poza tym, Pezet jest najbardziej dobitnym polskim raperem. Jego rymy wbijają w fotel. Swietnie potrafi też zinterpretować to, co go otacza. “Muzyka rozrywkowa” nie jest z zasady płytą dla kobiet. Przynajmniej moim zdaniem, chociaż dziś kobieta to nie musi nic znaczyć… Pezet wyjątkowo dużo uwagi poświęcił na tej płycie kobietom. Opisuje je w bardzo złym świetle, chociaż nie odnosi się do kobiet w ogóle, ale do typu kobiet, o których nawija. A nawija o nich dużo i tak dosadnie jak chyba nikt wcześniej. Ale z palca tego nie wyssał, opisał to, co widział… Nie będę się rozpisywał na temat bitów. Kociołek, Szogun i Korzeń zrobili spójny album. Mi najbardziej podobały się bity Szoguna do “Nie tylko hit na lato”, “Noc i dzień” i “Lojalność?”.
Właściwie jestem zawiedziony tą płytą, a ją wychwalam. Bo to jest po prostu kolejna bardzo dobra płyta Pezeta, a mój pewien dystans wynika z tego, o czym już pisałem. Na Pezeta szkoda zbyt wielu zwrotek o kobietach, klubach, seksie – jakkolwiek to zabrzmi. On umie rapować o takich rzeczach, że wymienione powyżej mógłby zostawić do rozwinięcia karierowiczom, dla których guru jest Fifty. Ciężko wybrać faworyta z płyty. Moja dwójka: hardkorowa “Lojalność?” i nieco cukierkowy, za sprawą refrenu, utwór braci (Pezeta i Małolata) “Noc i dzień”.
Najnowsze komentarze